piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział 19 część 1

~~Laura~~
Lynchowie i Ell wrócili do domu, a ja poszłam się umyć. Pod prysznicem rozmyślałam o ostatnich wydarzeniach. Koniecznie muszę się odsunąć od Rossa. Spotkam się z koleżankami z klasy, z Rydel... może z Vanessą.. byle nie z nim.
  Wytarłam się i ubrałam w to:
Poszłam do kuchni, aby zjeść śniadanie. Pachniało tu męskimi perfumami, ugh.. i jeszcze pusta lodówka. Nagle ktoś mnie objął od tyłu.
- Jezu.. Ross!- krzyknęłam, odwracając się, ale okazało się, że to wcale nie Lynch...
- Spokojnie, jaja se robiłem. A ty od razu "Ross"- powiedział... Calum, odchodząc kawałek ode mnie.
- Ulżyło mi, wiesz? Po co tu przylazłeś? ON cię prosił? A nie, sorry. Ross Lynch nie prosi..
- O czym ty mówisz?- zaśmiał się.- Chciałem się dowiedzieć co ty mu zrobiłaś, że na imprezę nie chciał iść z nami.
- Nie chciał iść... na imprezę z wami?!- zatkało mnie... Yyy... dobra..
- Powiedział "Nie stary, odwalcie się wszyscy ode mnie, nigdzie nie idę. Mam plany na wieczór"- zacytował go.
- Oooo.. Wiem!- olśniło mnie. Przecież to oczywiste.- Zakochał się!
- Hahahahahahahahahahaha, co ty... hahahahahahaha, dobiłaś, hahahahaha!! On nikogo nie kocha, haha! Tylko własne odbicie, hahaha! O ja pierdziu, rozjebałaś system, hahahaha!!- zaczął się ze mnie śmiać.
- Aaaa... Crystal.. Black?- gdy to powiedziałam, natychmiast spoważniał.
- Ty ją znasz? What the.. Skąd?!- zdenerwował się.
- Przyjaźniłyśmy się... Ale o co ci chodzi?
- Ona jest niebezpieczna!
- No wiem, TV mi popsuła.
- Laura, mówię serio! Nie zadawaj się z nią- rozkazał, łapiąc mnie gwałtownie za ramiona.
- Puszczaj! Niby dlaczego mam zakaz?- zapytałam, wyrywając mu się.
- Ona.. no ma za karku z takim jednym, siedziała w pierdlu... wiesz.. narkotyki i tak dalej..
- A, jasne. I tak jej nie lubię. A teraz łaskawie wyjdź, bo chcę zjeść śniadanie.
- Już nic nie masz w lodówce. Nie ma za co- puścił oczko i wyszedł przez okno. Dzięki? Super, teraz muszę iść do sklepu... To tak daleko... aż kilka domów dalej. Ale moja torba jest tak daleko... Dobra, ogar. Wzięłam kilka dolców i poszłam po bułki. Gdy wróciłam, w domu była już Vanessa. Zabrała mnie do spa, a potem zadzwoniłyśmy po Rydel. Musiałam jej wszystko opowiedzieć, ugh.. wielka mi sensacja. Ale za to wiem, co działo się na ich "obozowisku". No więc... a nie ważne... Powiedziała mi, że Ross jak tylko wrócił do domu, cały czas wisiał na telefonie i z kimś gadał. Podobno chce mnie gdzieś zabrać, super. Będę się świetnie bawić! (Wyczujta ten sarkazm..). Koło 15:20 poszłyśmy do jakiejś knajpy, a potem do kina. Po dwóch godzinach horroru w 7D (nigdy więcej...) ,wpadłyśmy do nas do domu. Delly poszła do siebie o 20:00. Wtedy do drzwi zapukał nie kto inny jak Ross.
- A ty tu czego?- zapytałam, wpuszczając go do środka. Od razu rozłożył się na kanapie. Był ubrany w czarną, skórzaną kurtkę, ciemne jeansy z przetarciami, biały podkoszulek z czaszką i trampki.
- Lubisz sushi? Fajnie, to pakuj tobołki i idziemy do knajpki- powiedział z tym swoim uśmieszkiem.
- Nie jadłam... Ale może ja nie chcę nigdzie już wychodzić?
- Chcesz, chcesz, Lari.
- Lari? Już lepszy był kot.
- Jak woli, kotku Lari- zaśmiał się.
- Ugh, najlepiej w ogóle się nie odzywaj!- krzyknęłam i postanowiłam z nim pójść. Kolacja za darmo mi pasuje, tylko, żebym się nie ośmieszyła tam.
- No dobra.. Chodź- mruknęłam i wzięłam swoją torbę. Lynch zadowolony z siebie, podążył za mną.

~~~~~~~~
Dostaliśmy stolik ozdobiony w jakieś wkurzające falbanki i świecznikiem z japońskimi znaczkami. Nigdy ich nie ogarniałam. Jak byłam mała, to myślałam, że Picassowi wypsnął się pędzel i takie coś się zrobiło, albo, że jaskiniowce nadal żyją. Ale wracając do tematu. Kelner zastawił nam cały stolik tackami z sushi, jakimś zielonym sosem, napojem [?] brązowym w jakichś dziwacznych pojemniczkach no i pałeczki. Ach.. te cholerne badyle. Nie używałam ich jeszcze, ale już nienawidzę tego bambusa. Widziałam, że blondyn bez problemu nimi je, więc to nie może być trudne. Dobra, wzięłam do ręki, ale jedna wypadła. A jak już miałam dobrze i wzięłam kawałek ryby, to oczywiście musiały mi się rozjechać. Po kolejnej próbie się wkurzyłam.
- Te pałki są do dupy!- krzyknęłam na całą knajpkę, a Lynch wybuchnął śmiechem, podobnie jak kilka osób w pomieszczeniu.
- Hahahaha, to dwuznacznie zabrzmiało, hahaha- śmiał się Ross.
- Dla ciebie, to nawet "ptaszek" brzmi dwuznacznie- warknęłam.
- Nie tylko dla mnie, wierz mi, hahaha!
- Fajnie. Ten fakt odmienił moje życie. Dziękuję ci bardzo- powiedziałam sarkastycznie.- Pomożesz mi z tymi cholernymi drewienkami?
- No dobra...- westchnął i podszedł do mnie. Złapał za ręce i pokazał jak należy trzymać pałeczki. Dobra, jak już to ogarnęłam i on wrócił na swoje miejsce, zjadłam jedno sushi. Nawet mi zasmakowało. Zauważyłam, że blondyn wziął sobie odrobinkę tego zielonego sosu.
- Serio? Czemu tak mało bierzesz?- zapytałam.
- Nie chcę stracić żołądka- zaśmiał się.
- Przesadzasz.
- To spróbuj tego wasabi.
- Dobra, patrz- powiedziałam dumna i wzięłam widelec ze stołu. Nałożyłam sobie na połowę i wsadziłam do ust. Już po chwili do oczu naleciały mi łzy, Boże, zaraz się spale!
- AAAA!! Co to?! AA aaaaa aaa.. ostre!- zaczęłam piszczeć i skakać. Ludzie mieli kabaret za darmo.
- Faaak!!! Dajcie coś do picia, szybko! AAA!!
Wzięłam tę brązową ciecz i wypiłam pół pojemniczkaa. Szybko to wyplułam.
- Fuuu, jakie to słone, blee!- krzyknęłam i pobiegłam do baru.
- Błagam, dajcie coś do picia- poprosiłam.
- すみません?(czyt. Sumimasen). ["Słucham?"]
- Extra!
- Nie, żartowaliśmy sobie. Proszę- odpowiedział kelner i podał mi jakiś napój, który złagodził ból. 
- Dziękuję.
Wróciłam zdyszana do stolika.
- Wracajmy już, błagam.
- Tak wcześnie?- zaśmiał się. Zmroziłam go wzrokiem.- Dobra.

~~Narrator~~

Ross odprowadził Laurę do domu i jeszcze chwilę z nią pogadał. Już prawie ją przekonał, aby go wpuściła, ale wtedy zadzwonił jego telefon. Calum.

ROZMOWA TELEFONICZNA:
Ross- Stary, mówiłem, że nie idę z wami na imprezę.
Calum- Ale to nie o to chodzi.
R- A o co? Znowu zaczęliście akcję beze mnie?
C- Nooo... i babka nas przyłapała...
R- Ja pierdolę, mówiłem, że ja najpierw muszę to zatwierdzić! Mam dosyć wyciągania was z gówna!
C- Tak, też cię kocham. Jesteśmy za tamtą kręgielnią na Leland Way.
R- Po kiego tak daleko? Pogięło? Ugh.. zaraz będę..
Chłopak się rozłączył i naburmuszony, odszedł bez pożegnania, zostawiając zdziwioną Laurę pod domem. Wsiadł w taksówkę i pół godziny później był na miejscu. Oczywiście nie zapłacił za taxi i szybko pobiegł za kręgielnię. Była już 22:40, a światła kręgielni raziły w oczy. Blondyn poszedł na tyły, gdzie jego gang tłumaczył się jakiejś kobiecie. Podbiegł tam. 
- Witam, w czym problem?- zapytał poważnym tonem. Chrissie (dziewczyna z gangu) zaśmiała się. 
- Ja już ci powiem w czym problem, młody człowieku! Ci ludzie chcieli się włamać do kręgielni!- krzyknęła mu w twarz.
- O ile się nie mylę, to miejsce publiczne- warknął.
- Tak, ale już jest zamknięte, poza tym, nie wyglądało to na zwykłe wejście od tyłu.
- Hahahaha, od tyłu, to możesz sobie wiesz co zrobić- zmienił głos na groźniejszy.
- Proszę natychmiast opuścić ten teren, bo wezwę policję!- zagroziła kobieta. 
- Hmm.. to raczej nie jest TWÓJ teren i ma..
- Od kiedy jesteśmy na "TY"?
- Nie nauczyłaś się, że nie wolno przerywać?! Nie pracujesz tu, może oni są pracownikami, co?!- zdenerwował się i przyszpilił ją do muru. 
- No.. nie pracuję... ale oni nie wyglądają na pracowników..
- A czy ja wyglądam na wolontariusza?- gdy to powiedział, jego gang wybuchnął śmiechem. On też był blisko tego.
- Raczej na bandytę.. Przepraszam, już znikam- szepnęła przerażona kobieta i pobiegła gdzieś. 
- Ostatni raz ratuję wam tyłki- zaśmiał się i poszedł ze swoim gangiem do kręgielni. Chwilę pograli (wyłączając monitoring) i po cichu opuścili budynek. Gdy Ross wracał do domu, było grubo po 1 w nocy. Szedł pustymi ulicami LA i nagle usłyszał jakiś krzyk w oddali. Olał to. Po kilku sekundach, zza budynku wybiegła... przerażona Crystal, ale nic nie mówiła, tylko przed kimś uciekała. Po chwili biegł też jakiś mężczyzna. Był nieźle wkurzony... Lynch postanowił za nimi pójść, mógłby się pośmiać. Lecz po tym, co zobaczył, nie było mu do śmiechu... Skręcił w jakiś ciemny zaułek i stanął jak wryty. Tamten gostek chyba chciał ją zabić. Chłopak był zbyt zszokowany, aby zareagować. Black walnęła faceta pięścią i upadł, a ona podczołgała się do blondyna i błagała o pomoc... Przy okazji niechcący go mocno podrapała i pobrudziła mu kurtkę krwią. Nastolatek się do niej schylił, ale nie zdążył jej pomóc, ponieważ przestępca złapał ją za kaptur i rzucił na mur, a ona uderzyła głową. Teraz chciał się pozbyć świadka... Ross wybiegł z uliczki, rzucając po drodze kurtkę i zaczął przed nim uciekać. W pewnym momencie się przewrócił i oberwał w twarz od gościa. Na szczęście wyrwał mu się i wskoczył jakimś ludziom do ogrodu, rozwalając przy tym płot i wbiegając do ich mieszkania. Było w nim pusto i ciemno, więc poprzewracał meble, chyba coś zbił. Wybiegł szybko drugim wyjściem. Chwilę później, docierając gdzieś na obrzeża miasta, baardzo kiepsko trafił, bo spotkał swojego koleżkę, przed którym kiedyś obronił Laurę (nwm, czy pamiętacie, ale w którymś rozdziale to było -od aut.). Złapał siedemnastolatka i nie chciał puścić, a morderca Crystal był coraz bliżej.
- A ty, cwaniaku, czego uciekasz? Ooo kto ci tak rozwalił tego przebrzydłego ryja?- zapytał ze złośliwym uśmieszkiem. 
- Puszczaj mnie, debilu! I uciekaj, bo ciebie też zabije!- krzyknął Ross i prawie mu się wyrwał, ale niestety, morderca był szybszy. Nie wiadomo skąd wziął scyzoryk, pewnie z tamtego mieszkania, ale rozciął Rossowi rękę na całej długości. Chłopak zawył z bólu, a jego koleżka go puścił. Blondyn ukrył się na parkingu z jakimś ochroniarzem i wbiegł za czarnego Jeepa. Kątem oka widział, że strażnik podbiegł do gościa, ale on też... no kaput. "Świetnie, może od razu sobie strzelę w łeb! Faaak, jak to boli!"- Mówił sobie w głowie.
- Słuchaj, blondi. Wiem, że gdzieś tu jesteś i chcę, żebyś wiedział, że mam pistolet i nie zawaham się go użyć! Radzę ci szybko wyjść i będzie po krzyku!- zaczął mówić zachrypłym głosem. Ross się nie odezwał.
- Ostrzegałem...- powiedział i strzelił w oponę Jeepa, za którym siedział skulony gwiazdor. Aż podskoczył. Wziął jednego kamyka i rzucił w auto po drugiej stronie, że niby tam jest. Chciał odwrócić uwagę zabójcy. Gdy tamten się odwrócił, brązowooki z całej siły, uderzył go w tył głowy i wyrwał pistolet.
- Nie ruszaj się, bo strzelę!- zagroził mu, głos mu zadrżał, a nogi odmawiały posłuszeństwa. 
- Zabiję cię! Nie odważysz się mnie zastrzelić. Jesteś tchórzem!
Po tych słowach, facet dostał kulkę w nogę. Ross przerażony rzucił broń i odbiegł. 
- Zabiję cię, gnoju!! 
Wbiegli do jakiegoś opustoszałego budynku, na samą górę i znaleźli się na dachu. Wiatr zimny, nieprzyjemny wiatr i zaczęło kropić. "Palant od kotów" zaczął się zbliżać ku krawędzi. Morderca rzucił się na niego, ale on zrobił unik... a gościu spadł, ciągnąc nastolatka za nogę, za sobą. Na szczęście blondyn zdążył się złapać rynny i wszedł z powrotem na dach. Podał facetowi rękę, ale on zamiast ją złapać i przeżyć, rozciął ją jeszcze bardziej i spadł z 16 piętra, zostawiając Rossa samego, z rozciętą ręką. Chłopak oszołomiony, przerażony i zszokowany, biegł ile sił w nogach do domu, aby nikt go nie zauważył. Gdy był już na swojej ulicy, poczuł się senny i wszedł do swojego ciepłego, bezpiecznego domu........


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Bam, bam, baaaaam! :D Długo nie było rozdziału, ale za to jest taki.. inny? Bad Boy wraca do gry :D
Do napisania!
PS Ma być duuuużo komentarzy.
Klaudia

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 18

~~Laura~~
- Co ty odwalasz?- zapytał blondyn, nadal się na mnie patrząc.
- Nooo... zasypiam, a ty mnie obudziłeś- wymyśliłam na szybko. On się speszył po raz kolejny.
- Sama się ocknęłaś- burknął ponurym tonem i się położył.
- Spoko, nikomu nie wygadam, że TEN ROSS LYNCH potrafi był czuły i delikatny, nie masz czym się przejmować- powiedziałam i się odwróciłam od niego.
- Ja czuły? Proszę cię. Hahaha, chyba ci się coś śniło- zaśmiał się lekceważąco.
-Nie, nie przyśniło się.. Mam dowód, a ty nie wiesz jaki- oznajmiłam dumna z siebie.
- Co? Idź już spać, bo głupoty pleciesz.
- Nieprawda, ja wcale nie spałam. Wszystko czułam, ha, ha, hahaha, ha!
- Przyłapałaś mnie, a teraz idź spać...- mruknął z twarzą w poduszce.
- Ha! Yes, yes!- krzyczałam zadowolona. Muahaha, w końcu zagięłam Lyncha! Yay!
- DOBRANOC.
- O, ty chcesz spać i nie zamierzasz mnie teraz uwieść? Co ci się stało? Masz gorączkę? A może to przez Crystal, co? Haha, Ross się zakochał, Ross się zakochał! I to nie we mnie, yes!- cieszyłam się jak głupia. Popełniłam błąd.
- Serio myślisz, że się zakochałem się? I to w tej dziwce? I, że nie chcę cię uwieść?...- przy tym ostatnim mruknął, przytulając mnie od tyłu.
- Nieeee, a już miałam nadzieję, że dasz mi spokój- powiedziałam płaczliwym głosem, a potem zaczęłam udawać, że się rozbeczałam. Nie widział mojego rozbawionego wyrazu twarzy, hahaha!
- Lau? Ty płaczesz?- zapytał zdziwiony. Pierwszy raz powiedział moje imię, a nie kota. Nie odpowiedziałam mu, bo zaczęłabym się śmiać jak opętana.
- Laura! Obraziłaś się? Masz focha? Przepraszam, jeśli cię czymś uraziłem.... O kurwa, właśnie kogoś przeprosiłem... Faaaaak! - zdenerwował się, a ja wybuchłam śmiechem. Nie wytrzymałam!
- Ty udawałaś?! Kurwa mać, reputację sobie zniszczyłem tymi przeprosinami! Wielkie dzięki kurde!
- Hahaha, teraz podziękowałeś, hahahaha!!
- Faaak, już się nie odzywam!- zdecydował i poszedł spać. Zrobiłam to samo.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Następny dzień, Riker:
- Rydel, wzięłaś wszystko?- zapytałem zapinając swoją torbę. Dzisiaj jednak wracaliśmy. W nocy padało i wszystko nam zalało.
- Tak, szósty raz się pytasz- przewróciła oczami.
- Bla blablaaa- zacząłem śpiewać, za co szturchnęła mnie w ramię.
- Ross wie, że wracamy?- spytał Rocky.
- Jeśli Laura mu powiedziała, to tak. Ale wątpię. Sprzedała mu liścia- zaśmiała się siostra.
- Uuuu grubo!- stwierdził Ell, który kleił się do Ryd.
- A ty grubo przeginasz- ostrzegłem go surowym tonem i puścił ją.
- Dobra, pakujcie się do auta i jedziemy do domciuuu-  pisnął z poważną miną Rocky i wsiedliśmy do jego samochodu. Po dwóch godzinach, czyli ok. 8 rano, dojechaliśmy do domu. Bylibyśmy wcześniej, ale oczywiście Rocky musiał zgrywać bohatera i zatrzymał się na środku autostrady, żeby pomodlić się za jakiegoś zdechłego bażanta! No ale już jesteśmy. Mój brat wpadł do domu i od razu skierował się do pokoju Rossa, aby go wkurzyć. Ale młodego nie było.
- Wiem!- krzyknął i wszedł do łazienki.- Nie, nie ma go w domu. Ale był na pewno, bo w wannie leżą różowe gacie.
- Pewnie u jakiejś laski śpi- stwierdziła Delly.
- A weź zadzwoń do Laury, może u niej jest- zaśmiałem się. Wyciągnęła telefon kieszeni i wybrała nr do brunetki.
ROZMOWA TELEFONICZNA:
- T-Mobile. Poczta głosowa. Nagraj wiadomość. Piiiiii...
- Nie odbiera- stwierdziła, chowając telefon.
- To idziemy do niej- rozkazałem i wyszliśmy. Po 2 minutach byliśmy już u niej. Nikt nie otwierał, ale drzwi były otwarte, więc weszliśmy. Następnie wkroczyliśmy do jej pokoju. A tam..... szooook....
- Aaaaa!!!!- wydarliśmy się, potem jeszcze Marano się obudziła, też zaczęła krzyczeć, na końcu Ross doszedł ze swoim wrzaskiem. Oni spadli z łóżka w tym samym czasie i cała szóstka nadal wrzeszczała. Gdy w końcu skończyliśmy, Ross spojrzał na nas wzrokiem mordercy. - Wy kurwa mieliście za tydzień wracać!- uniósł się wkurzony i wstał z ziemi.
- To twoja Laurunia ci nie mówiła??- zażartował sobie Rocky,, a on się..... zarumienił?! O Boże, co tu się działo?!
- Ross? Ty się rumienisz!- zauważyła Rydel.
- Chyba ci się gały zarumieniły, bo masz zwidy- syknął.
- Hahaha on taki od wczoraj- wtrąciła Laura.
- Zamilcz!- rozkazał jej młody, ale ona wystawiła mu język.
- Dziewczyna powiedziała, że jest...
- Cicho bądź!
- ..... że jest słabym la..
- Morda w kubeł!!!
- .... słabym lalusiem, a wieczorem przeprosił mnie i....
- Kurwa mać! Zamknij się!- wkurzył się i zatkał jej usta. Ona go chyba ugryzła, bo szybko puścił.
-.... i podziękował! Nawet się przejął, że płakałam, a tak serio to tego nie robiłam. I jeszcze mnie uwieść nie chciał. A! I najważniejsze!- powiedziała bardzo szybko, uciekając przed Rossem.
- Nawet się nie waż tego mówić! Bo nie dam ci spokoju!- zagroził jej.
- Dobra, nie powiem. Obiecuję. Ale pokażę.
- Co?!
My już nie wyrabialiśmy ze śmiechu, a oni nam nie pomagali się ogarnąć.
Laura wzięła z półki swój telefon i szybko włączyła filmik.
- Awwww Ross! Nie wiedziałam, że potrafisz być taki czuły- stwierdziła Rydel.
- Nie odzywajcie się do mnie- fochnął się, co spowodowało kolejny wybuch śmiechu....
~~~~~~~~~~~~~~~♥♥♥♥~~~~
Rozdział pisany z telefonu. Sorki za błędy xdd  next będzie niedługo, bo mam już pomysła ^^

piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 17

~~Laura~~
Odwróciłam się i zobaczyłam za sobą Crystal.
- Jakim cudem tu jesteś?- zapytałam. Nie byłam zaskoczona, spodziewałam się tego.
- Wiesz... jak ludzie się...
- Dobra, rozumiem. Co chciałaś?
- Postać sobie. A tak serio, to widziałam, że nieźle pierdolnęłaś temu blondasowi- zaśmiała się i usiadła na moim biurku.
- Wkurzyłam się na tego dziada, to mu dałam z liścia- wzruszyłam ramionami i ktoś zapukał do drzwi. Poszłyśmy na dół, Black mi się uwaliła na kanapę, a ja otworzyłam drzwi.
- Pogadamy?- zapytał... o jeny, wiecie kto. Oczywiście, że David z baru. Nie, no to Ross.
- Nie- burknęłam i chciałam zatrzasnąć drzwi, ale zatrzymał je nogą.
- No nie spinaj się tak, bo..
-... kociej japki dostaniesz!- dokończyła za niego Crystal z kanapy.
- Ty cicho tam siedź!
- Ona jest u ciebie?- spytał i wepchnął mi się do domu. Poszedł do salonu i usiadł na przeciwko Crystal.
- Coś czerwony masz policzek- zażartowała sobie, a chłopak zmroził ją wzrokiem.
- Powiedziałaś, że jestem dla ciebie za słaby. To jaki muszę być, żeby ci podpasować?
- Na pewno mniej lalusiowaty, musisz mieć na koncie jakiś areszt, poprawczak... swój gang, motocykl..
- Ja lalusiowaty?! To ty idź do pierdla sobie chłopaka szukaj!- wkurzył się i wstał. Wszedł sobie nonszalanckim krokiem do mojej kuchni i zaczął mi wyjadać cukierki.
- Matko, człowieku! Nie masz własnego życia, tylko musisz się mi wpie... wtrącać w moje?!- krzyknęłam, wyrywając mu miskę z łakociami.
- Tak, kotku. Musisz mnie pokochać, wtedy odejdę. A może i nie- puścił mi oczko.
- Weź wyjdź z m..- nie dokończyłam, bo usłyszałam krzyk Crys z pokoju obok:
- Młoda, coś ci walnęło w telewizorni! Spadam do kogoś, kto ma normalne TV!
- A idź i nie wracaj- warknęłam i zabrałam się za zasłanianie rolet. Niestety, coś się zacięło, co było powodem rozpoczęcia walki, która okazała się na mnie przegrana. Ross delikatnie wziął ode mnie sznureczek. Wystarczyło, że pociągnął pod innym kontem i się zrobiło. Spojrzał się na mnie tym swoim uwodzicielskim wzrokiem, ale po chwili coś się zerwało i rolety spadły prosto na łeb Lyncha. Hahaha, nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
- Tak cię to bawi kurwa?
- Tak, hahahaha, twoja mina.. i okrzyk.. "Łooooddd deee FAAaaauuuk!!! ..."...hahhahaha!
- Zaraz nie będzie ci do śmiechu- zagroził mi. Chyba pierwszy raz się go przestraszyłam.
- Dobra, już przestaję... - powiedziałam, ale nie wytrzymałam, bo przypomniała mi się jego mina, no i znowu wybuchłam śmiechem. On tylko naburmuszony czekał, aż się uspokoję. W końcu skończyłam.
- Już? Faaajnie. Dobrze wiedzieć.
- No, a teraz mi wyjdź stąd- rozkazałam i pokazałam na drzwi.
- Co taka spięta jesteś? Zrobić ci masaż?- zaproponował.
- Ooo, przydałby się. Fajnie by... chwila moment.. NIEEEE, NIE CHCĘ! Wynocha!
- Ale jest ciemno, boję się sam chodzić- mruknął, patrząc na mnie spode łba. Wiedziałam, że sobie jaja robi. - Nie bój się. Nikt cię nie zgwałci, za brzydki jesteś. A teraz won!- krzyknęłam i wypchnęłam go za drzwi. Jenyyy, kiedy Van wróci z tego sklepu??
    Poszłam się umyć do łazienki i od razu przebrałam w piżamę. Ktoś wszedł do domu, to pewnie Vanessa. Poszłam do swojego pokoju, od razu rzucając się na łóżko. Wzięłam telefon i okazało się, że dostałam sms od siostry: "Lau zanocuję u koleżanki. Dobranoc <3 kc sis :* ". Ughh, znowu. Ej, zaraz moment...
- Śliczna piżamka, KOTKU- usłyszałam za sobą YYhhh, faaaaak!
- Ja pier..- zaczęłam i wrzasnęłam w poduszkę.
- Też się cieszę, że cię widzę. Jak się nazywa ta piosenką, którą tak pięknie śpiewałaś pod prysznicem?- zapytał uśmiechnięty.
- "Damp ways to Die"- odwarknęłam.
- "(...) Wyjmij tosta jakimś prętem, elektrycznym bądź ekspertem", "Przebierz się za łosia w okresie polowania", "Zjedz ciastko starsze od świata"... Serio?
- Tak serio... Chcesz ciasteczko?- uśmiechnęłam się sztucznie.
- Ale jakieś świeże, a nie spod kanapy, okej?
- Oj, jak przykro. Lokal nie posiada na chwilę obecną innych przysmaków. Polecamy trutkę na szczury z leciutką nutką nienawiści!- syknęłam.
- Już się w lokal bawisz.. Co jeszcze serwujecie?- zapytał rozbawiony.
- No kurde, wypad mi z wyra! Serwujemy kopa w dupę! 
- Dobrze, spokojnie. Połóż się spać, a ja się pobawię- szepnął i delikatnie położył mnie na poduszce.
- Ty? I zabawa? A ja mam spać spokojnie? To ja dziękuję, wolę się pochlastać- stwierdziłam. 
- To mam z tobą spać?
- NIE!
- Oki, to idę się umyć i zaraz wracam- puścił mi oczko i wyszedł z pokoju. Postanowiłam napisać do Vanessy.
Ja- "Van przez cb bd musiała z rossem spac -.-"
Van- "To dobranoc sis :* "
J- "Ale on mnie zgwałci!!"
V- "Nie, nieprawda! Mam pomysła! Jest w łazience?"
J- "Tia, przed chwilą poszedł"
V- "To jak wyjdzie udawaj ze spisz, bądz odkryta, rozwalona na calym łozku itd. jesli cie zacznie odkrywac, tzn, ze zależy mu tylko na sexie, a jak cie przykryje, czy cos takiegoo, tzn, ze cie kocha! <3 I wez to nagraj, tel. postaw na szafke, czy cus"
J- "Ale namieszałaś... db, dobranoc"
V- "Dobranoc"
Zrobiłam jak ona kazała. Gdy wyszedł z łazienki, zamknęłam oczy i udawałam, że śpię. Czułam, jak siada na krańcu łóżka i wtedy mnie...............................przykrył kołdrą. No nie powiem, miałam ochotę odetchnąć z ulgą. Po chwili chyba wstał. Teraz jest blisko mojej głowy, czuję to. Niespodziewanie dał mi delikatnego całusa w czoło i odgarnął kosmyk z twarzy. Przeszedł mnie dreszcz. Nie mogłam wytrzymać już w jednym miejscu, więc udałam, że we śnie przekręcam się na drugi bok. Wtedy chłopak się speszył. Zajmowałam całe łóżko, więc on nie miał gdzie się położyć. Jeśli mnie "obudzi", to znowu się rozwalę, a jak przesunie, to dam mu trochę miejsca. Buahahaha, ale ja "łaskawa". No i wziął mnie baaardzo delikatnie na ręce i położył ciutkę dalej, więc miał miejsce. Kurde, nie poznaję go. A co, jeśli to nie Ross, tylko jakiś pedofil?! O kur....
   Dyskretnie odwróciłam się w stronę tajemniczego człowieka i spojrzałam na niego spod przymrużonego oka. Faaak, jednak Ross. I faaaak, przyłapał mnie na podglądaniu. I faaaak, on mi się bardzo długo przyglądał.


 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tsa, krótki, ale pisany na szybko. Więc chwilowo się nacieszcie tym XD nwmy kiedy next, ale kit

piątek, 8 sierpnia 2014

Nowy blog :)

Stworzyłam nowego bloga. Początek trochę nietypowy, ale potem akcja się rozkręci ;) 
http://miedzy-niebem-a-ziemia-r5.blogspot.com/
 Wpadajcie i komentujcie ☺
Klaudia

środa, 6 sierpnia 2014

Rozdział 16

~~Laura~~
- Lauraaaaa!!!! Wstaaaawaaaj!!!!!- wydzierał się Lynch, miałam ochotę go teraz zabić. Ale tylko rzuciłam w niego poduszką. 
- Zamknij mordę...- mruknęłam z grymasem na twarzy.
- Co? Kaca masz? Oj, jak przykro- szczerzył się. Gdyby nie to, że łeb mi pękał i nic mi się nie chciało, zachlastałabym go.
- Mów ciszej, w uszach mi dudni...
- Dobrze, kotku. 
- Spadaj. Co ja robiłam wczoraj, ile wypiłam?- zapytałam odwracając się do niego. 
- Gdybym ci powiedział prawdę, trafiłabyś do psychiatryka- zaśmiał się.
- No proszęęę- mruknęłam i cofnęło mi się. 
- Wypiłaś 6 drinków, podrywałaś mojego kumpla z gangu, porwałaś mnie na parkiet, kręciłaś dupą, wyrywałaś facetów, nie chciałaś wracać, chciałaś, żebym na środku ulicy cię rozebrał, bo ci było gorąco, tańczyłaś, śpiewałaś, różnie wygibasy odwalałaś na chodniku, w domu się na mnie rzuciłaś i zaczęłaś rozbierać- odpowiedział.
- Że co ty kurwa pieprzysz?- zdenerwowałam się i wstałam. Ale za szybko. Zachwiałam się i upadłam na stertę brudów. 
- Prawdę, nawet to nagrywałaś- oznajmił uśmiechnięty i rzucił mi kamerkę, której na oczy nie widziałam. Odtworzyłam film i doznałam szoku. 
   >>FILMIK, oczami Laury<<
{ Wzięłam kamerkę z szafki i włączyłam nagrywanie. Zapaliłam światło. Coś tam gadałam po pijaku. Ross spał, a ja do niego podeszłam po cichaczu i zaczęłam całować mu klatę... Fu! Potem dotknęłam mu tego, czego nie powinnam i się obudził.... Jeszcze się szczerzyłam do kamery, że mnie rozbiera!}
- Weź to w cholerę wywal! To nie ja! Jak mogłeś na to pozwolić?! Nienawidzę cię!- zaczęłam wrzeszczeć i rozwaliłam kamerę. 
- Ale to się na mnie rzuciłaś, więc się odpieprz, okej!? Było tyle nie pić!
- Byłam pijana, nie wiedziałam co robię! A ty miałeś trochę trzeźwości jeszcze!- krzyknęłam i stanęłam na przeciwko niego. 
- Wiesz co? Idiotka z ciebie- zaśmiał się.- Obwiniasz mnie o to, że TY się upiłaś, i o to, że TY się na mnie rzuciłaś?
- Ale mogłeś mnie powstrzymać, albo chociaż mi nie ulegać- szepnęłam i wyszłam z pokoju. Blee, zaraz rzygnę...

~~następny dzień~~
Dzisiaj spałam u siebie w domu, nareszcie. Wiem, że tydzień u Rossa nie minął, ale nie zamierzałam z nim już przebywać w jednym pokoju. Poza tym, leczyłam kaca, a przy nim, to bym bardziej się upiła... Wstałam koło 7:10, może się nie spóźnię do szkołyI jeszcze mam z nim siedzieć na lekcjach?! No nie...
- Laura, co chcesz na śniadanie?- zapytała się Vanessa z dołu.
- Nic, w szkole zjem!- odpowiedziałam i podeszłam do szafy, żeby sobie coś wybrać. Po kilkuminutowych poszukiwaniach, zdecydowałam się na to:
Ubrałam się i wyszłam do szkoły. Na miejscu byłam po 15 minutach. Lynch i reszta klasy czekała na nauczycielkę, która zaginęła w akcji. Po chwili przyszła, trzymając jakąś dziewczynę, na widok której wszystkim chłopakom opadły kopary.
- Black, do klasy, ale to już!- wkurzyła się na dziewczynę.
- Spoko, ogarnij dupę staruszko- zapyskowała i się wyrwała.
- Crystal?- zapytałam, a ona się na mnie dziwnie spojrzała.
- Laura?
- Boże, dziewczyno.... co ty ze sobą zrobiłaś?- zaśmiałam się i przytuliłyśmy się.
- Że wy się kurwa znacie?- podszedł do nas Ross.
- Spadaj- syknęłam i weszłyśmy do klasy. Usiadłam gdzieś z tyłu, Crystal stanęła przy biurku, blondyn się zdziwił, że z nim nie siedzę. Widziałam, że dziewczyna wrzuciła coś do szuflady nauczycielki, ale mam to w dupie. Zamieniła się w bad girl i tym samym skazała naszą przyjaźń na śmierć. Trafiła do poprawczaka i tyle ja widziałam. Do teraz.
- Dobrze, dzień dobry. Mieliście już okazję poznać nową uczennicę, Crystal Black. Przeprowadziła się tu z Nowego Yorku i miała dość kolorową przeszłość... Znajdź sobie miejsce.
- Ja se klapnę tu- powiedziała i usiadła NA pierwszej ławce pod ścianą.
- Nie, usiądź na krześle.
- Nie rozkazuj mi, kobieto- warknęła i wyciągnęła papierosa.
- Oddaj to natychmiast, młoda damo- rozkazała zdenerwowana kobieta.
- To mnie najpierw złap!- krzyknęła Crystal i stanęła na ławce.
- Nie będziesz się ze mną bawić w kotka i myszkę!- nie wiem czemu, ale na te słowa ja i Lynch się zaśmialiśmy.
- A was co tak bawi?- zapytała, a ja przestałam się śmiać.
- Pani- odpowiedział chamsko blondyn.
- Dość tego. Cała wasza trójka do dyrektora, ale to już!
- Spokojnie, bo kociej japki dostaniesz...- mruknęła Black.
- Ej, a ja to za co!?- wkurzyłam się.
- Taki mam kaprys. I nie wracajcie już na tą lekcję- rozkazała i wypchnęła Crystal. Potem ja też wyszłam. No a za mną Ross.
- Ej, laska- zawołał szatynkę.
- Czego, blondi?
- Masz czas wieczorem?
- Nie licz na to, koleś- zaśmiała się.- Za słaby jesteś dla mnie.
- A chcesz się przekonać, kotku?- spytał i odruchowo spojrzał na mnie. Kurde.... wkurza mnie to.... On tak do mnie mówił...
- No, dajesz, leszczu.
   Blondyn popchnął ją lekko na ścianę i zaczął całować. Dziewczyna mu się nagle wymknęła.
- Tak jak myślałam, za słaby- mruknęła mu na ucho, a ja zmroziłam ją wzrokiem. Otworzyła najbliższe okno i wyskoczyła z niego. Po prostu uciekła ze szkoły.
- Widziałaś ją? Mrrrr... Sex bomba...- rozmarzył się.
- Tia, widziałam...
- Znasz ją? Umówisz mnie z nią?- poprosił.
- Znam i nie umówię, bo już się nie przyjaźnimy. Taki jesteś pies na baby, to może sam ją sobie upolujesz, co?- syknęłam.
- Laura, kotku... ty jesteś zazdrosna?
- Pff... chyba w snach. O takiego chama jak ty? Jeszcze czego- warknęłam i weszłam do gabinetu dyrektora. Nie zostałam ukarana, ON też nie, ale Crystal, cała szkoła szukała.Po lekcjach wróciłam do domu, ale Ross mnie zatrzymał.
- Możesz przestać się foszyć?- zapytał, stając na przeciwko mnie.
- Nie, nie mogę. Puść mnie.
- "Nie, nie mogę"- zacytował mnie. 
- No, fajnie, ale przepuść mnie- powiedziałam stanowczo i chciałam go wyminąć, ale nie pozwolił mi na to.
- Posłuchaj mnie przez chwilę!
- Nie chcę, daj mi spokój!!- krzyknęłam zdenerwowana. 
- Laura, do cholery spójrz na mnie!
- Puszczaj!- wrzasnęłam i zdzieliłam go z całej pety w dziób, a potem uciekłam. Wbiegłam zdyszana do domu i w tym samym momencie zadzwonił telefon.
ROZMOWA TELEFONICZNA:
Ja- Rydel, nie chcę teraz gadać, nie obraź się.
Rydel- Proooszę, to ważne!
J- Dobra, co chcesz?
R- Jest gdzieś tam Ross? Bo nie odbiera telefonu, a muszę mu coś powiedzieć.
J- W dupie mam to, gdzie jest.
R- No nie, co on ci zrobił?!
J- Wieeesz... długo by opowiadać... Ale... no wykorzystał to, że byłam pijana...iiii... no wiesz....
R- Upiliście się? 
J- No też... na imprezę mnie zaciągnął, a teraz chce, żebym go z moją starą koleżanką zeswatała, bo stwierdziła, że jest dla niej "za słaby". 
R- Jeny, to jaka ona jest?
J- Poznasz ją jak wrócicie.
R- Aaaa... czyli jutro. 
J- Wracacie jutro?!
R- Tak, Riker twierdzi, że Ratliff mnie zgwałcił w namiocie, czaisz? A i żarcie nam się skończyło, bo Rocky zeżarł. On wszystko psuje, tak samo jak te prezerwatywy Rossa...
J- Hahahaha, i dobrze mu tak! Może w końcu się nauczy, jak jakaś biedna laska będzie z nim w ciąży.
R-Taaak... taaaak... tsa....
J- Delly? Czy ja o czymś nie wiem?
R- Czy wy wtedy... co tak wydzwanialiśmy do Rossa.... to wy się....
J- Tak kurwa, niestety tak....Ale pogięło cię? Ja nie jestem w ciąży, hahaha!
R- Rocky, patafianie! Oddawaj mi telefon! Pstyyyyttt, hszttyyyyy, lpiiiiii, piiiii, piiiiii- zaczęła udawać do słuchawki i się rozłączyła.... no cóż. 
- Jesteś w ciąży!?- zapytała zszokowana Vanessa, która podsłuchiwała.
- Nie, no dajcie z tym spokój! Nie jestem w żadnej cholernej ciąży!! Co was z tym napadło!?- wkurzyłam się i zamknęłam w pokoju. Vanessa gdzieś wyszła, widziałam przez okno. Nudziło mi się, więc włączyłam laptopa. Nagle usłyszałam za sobą głos......................


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No witam milordy ^^ Upiłam się Arizoną :3 nieee wiem nawet co było na początku rozdziału, ale kit XD Może niedługo jakiś konkursik mini urządzimy... Co o tym sądzicie? I jak wrażenia po rozdziale? KOMENTUJCIE :D Zgadnijcie kto pisał rooooozdzialik ^^ Za dużo zupki chińskiej >/_\<

UWAGA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Mamy nowinę!!!!!!!!!!!
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
..
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.......

..
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
NOWA BOHATERKA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
BUAHAHAHA, NASTRASZYŁAM WAS? XDDDD

Ale serio, zerknijcie w bohaterów, bo pojawiła się nowa osóbka, za kilka rozdziałów będzie... dość ważna :D
~~~~~~~
Klaudia

niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 15

~~Laura~~
No to są chyba żarty jakieś! Ja mam iść z Lynchem na imprezę?! I z tym jego koleżką?! I to jeszcze sobie spódniczki zażyczył, pfff. Chyba w snach. Jeszcze mnie tam upije i do łóżka zaciągnie. Chciałoby się.
- Gotowa?- zapytał blondyn, kładąc mi rękę na biodrze.
- Wieeeesz... chyba mam kaszel- zakaszlałam sztucznie, a on się zaśmiał.
- Mam ci może pomóc się ubrać?- szepnął mi na ucho. Gdyby nie to, że rękawem zahaczyłam się o klamkę, wydrapałabym mu oczy!
- Sama potrafię- warknęłam i wyrwałam mu się.
Poszłam do jego pokoju (tam była moja torba z rzeczami) i zaczęłam szukać jakiejś sukienki, czy czegoś takiego, ale nie było. No przynajmniej miałam wymówkę, żeby nie iść. Odwróciłam, aby wyjść, alle wpadłam na Rossa, który patrzył się na mnie rozbawiony.
- Ty wiesz, że ja mam siostrę? I ona ma prawie same sukienki? Idź sobie wybierz jakąś- puścił mi oczko i przeczesał sobie dłonią włosy. Niechętnie poszłam do pokoju blondynki, bo byłam obserwowana, i zaczęłam szukać czegoś odpowiedniego.
- Niee, ta jest za jaskrawa. Jak dla mnie, to możesz iść nawet w taśmie policyjnej- stwierdził Lynch, a ja zmroziłam go wzrokiem.
- Ona ma wszystko jaskrawe- syknęłam.
- To ja ci wybiorę, okej?
- Chyba śnisz!
- Khem, khem... zakłaaad...- szepnął wyszczerzony, a ja się fochnęłam i zdałam się na jego łaskę.
- Oooo, to do ciebie pasuje... Ratliff to kiedyś kupił Delly, taki nietrafiony prezent... Nigdy tego nie ubrała, ale do ciebie pasuje idealnie.. KOTKU- zaśmiał się i pokazał mi strój.
- No chyba cię coś!
- Zakład...
- UGH! Dawaj to- warknęłam i poszłam się wyszykować do łazienki. Masakra wyszła:
Nie no, pogięło go do końca. Serio. Jeśli nie wybierze czegoś innego, protestuję i nie idę. Kupię mu kota i się nacieszy kurde. Na szczęście, gdy wyszłam wku**iona z łazienki, on pokiwał głową i rzucił mi inną. Makijaż i fryzurę już zostawiłam, tylko przebrałam się w to:
Jeszcze buty i wróciłam do zasyfionego pokoju Lyncha. Zagwizdał jak weszłam.
- Ślicznie wyglądasz, myszko- mruknął, zbliżając się do mnie.
- Nie odzywaj się do mnie. Jedyny plus to taki, że to mnie wyszczupla i może jakiś chłopak na mnie spojrzy...- uśmiechnęłam się. Wiedziałam, że to go wkurzy, taki miałam cel. Tylko trudno było nie wybuchnąć śmiechem po zobaczeniu jego miny.
- Dziewczyno, ja na ciebie patrzę.
- Ale mnie interesują grzeczni, wyższy i.... przystojniejsi faceci... Tacy jak.. Rocky...- mruknęłam uwodzicielskim głosem. Lubię go drażnić. Tak serio nie interesuje się jego bratem.
- Żartujesz sobie ze mnie?
- Nie, mówię serio... Hahahaha- nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem.
- Nie przeginaj, mała!- krzyknął rozbawiony, a do pokoju nam wszedł Calum. Lynch był zdecydowanie za blisko teraz.
- Ej. Mała, to jest twoja pała. A ja jestem niska- syknęłam i go trochę odepchnęłam.
- Moja pała jest mała? Ty chyba nie wiesz co mówisz.
- Wiem, widziałam większe. Zatkało?- pojechałam grubo. Rudy tak się śmiał, że my też zaczęliśmy.
- Dobra, koniec zabawy. Pakujcie dupy i idziemy, bo zaraz otwierają- rozkazał Worthy i wypchnął nas z pokoju.
- Czyli to nocny klub? Alkohol, narkotyki i dziwki, tak?- zapytałam podenerwowana.
- Pfff... coooo??? Może.... Chodź- powiedział blondyn i wyszliśmy z jego domu. Nie no, zajebiście będzie.
20 minut później:
Było już ciemno i chłodno, a my staliśmy przed jakimś burdelem i czekaliśmy na otwarcie. Słyszałam głośną muzykę ze środka. Klub nazywał się "Pertefella".
- Ej, jesteśmy za młodzi, nie wpuszczą nas, idziemy- powiedziałam szybko i chciałam odejść, ale Lynch przytrzymał mnie w talii.
- Spokojnie, właściciel jest w naszym gangu, mamy wszystko za free- wyszczerzył się, a ja pokręciłam głową ze wzrokiem pełnym nienawiści. Po kilku minutach weszliśmy do środka. Od razu dostałam po oczach laserami, światłami itd. Grała głośna muzyka, na blatach tańczyły jakieś baby, co chwilę któraś wychodziła gdzieś z facetem jakimś (w co nie wnikam), za ladą obsługiwał w miarę przystojny barman... To teraz niech Ross i ten rudy gdzieś pójdą, a ja zagadam do faceta.
- Ross, misiu... mam prośbę...- zaczęłam, uważając, żeby nie zwymiotować.
- Co?
- Chyba zostawiłam telefon u ciebie, mógłbyś po niego pójść?- zapytałam. Tak serio, to miałam go w torebce.
- Możesz zadzwonić z mojego- zaproponował Calum.
- Nie... nie pamiętam numeru. Poza tym, spodobałeś się jakiejś dziewczynie na stole, bo normalnie rozbiera cię wzrokiem- powiedziałam i pokazałam mu na kobietę za nim.
- No no, całkiem miło się gadało z wami, milordy, ale żegnam.
- Będziesz grzeczna?- szepnął mi Ross na ucho.
- Tak, nie jestem tobą..
- Zaraz wracam, kotku.
- A idź i nie wracaj..- warknęłam szeptem.
- Co?
- Pooospiesz się- uśmiechnęłam się sztucznie i odprowadziłam go wzrokiem. Ou yeah, jestem wolna! Woah! Dobra, Laura idzie na podryw, szykujcie poduszki! Okej, to było bez sensu...
   Podeszłam do baru i usiadłam na krzesełku obrotowym.
- Co podać?- zapytał barytonem, pucując szklankę.
- Najlepszego drinka- odpowiedziałam, patrząc się na niego uwodzicielskim wzrokiem.
- Jak masz na imię, ślicznotko?
- Laura.
- David. Ładna sukienka. Coś w stylu Rossa- uśmiechnął się, a mnie zamurowało.
- Cooooo??? Że... Ty... Ty go znasz!?
- Pewnie, co, przeleciał cię?
- Jesteś z jego gangu, nie? Zajebiście...- warknęłam zawiedziona.- Gdzie mój drink?
- Już robię.
Poczekałam chwilę i dostałam swój napój. Na szczęście nie musiałam płacić. Pierwszy łyk był blee, ale z każdym kolejnym bardziej mi smakowało. Po pewnym czasie zamówiłam jeszcze jednego, ale innego. Mocniejszego. Gdy nareszcie wrócił Ross z moim telefonem, byłam po trzecim. Wstałam od lady i podeszłam do niego.
- Chodź potańczyć- mruknęłam i przejechałam mu palcem po ustach. Nie byłam świadoma tego, co robię, więc się nie czepiać...
   Nawet nie wiedziałam, że umiem tak tańczyć! Po godzinie, czy dwu, weszłam na stół jak inne dziewczyny i stamtąd, kręcąc dupą, wyrywałam Rossa! Gdy było mi za gorąco, poszliśmy jeszcze na kilka drinków i doszło do tego, że Ross musiał mnie wynosić z klubu... 

~~Narrator~~
  Laura w sumie wypiła 6 mocnych drinków, czyli trochę więcej od Rossa. On wypił 3. Dziewczyna tak się upiła, że koło 3 w nocy, w ogóle nie chciała wracać, więc blondyn musiał ją siłą wynosić z klubu. Marano w drodze powrotnej śpiewała, chwiała się, gadała głupoty, śmiała się, skakała i w ogóle... Powiedziała nawet:
- Gorąco mi, Rossy, misiu, rozbierz mnie!
- Kusząca propozycja, ale nie na środku ulicy, kicia. 
- No proszę, ugotuję się!
- Nie!
- Nie chcesz mnie?- zrobiła minę zbitego psa. 
- Chcę, ale nie teraz. 
- To się wypchaj!- warknęła i szła dalej obrażona. 

Kilka minut później, w domu:
   Lynch położył brunetkę na kanapie, a sam poszedł wziąć prysznic. Gdy wyszedł, dziewczyny tam nie było. Był za bardzo zmęczony i nie ogarniał faktów, więc poszedł do swojego pokoju się położyć. Ale jak tylko wszedł do niego, zauważył na środku Laurę w samej bieliźnie. Co mu bardzo schlebiało. Stanął na przeciwko niej i położył jej dłonie na biodrach. Chciał to zrobić powoli, ale Laura go pocałowała i popchnęła na łóżko, po czym usiadła obok niego i zdjęła mu koszulkę. Zaczęła go gładzić palcami po brzuchu, jeżdżąc w górę i w dół, coraz bardziej w dół i na boki. Gdy chłopak był już wystarczająco podniecony, dziewczyna położyła dłoń na jego przyrodzeniu i albo naciskała, albo ściskała je, a Ross wzdychał z rozkoszy. Potem on zabrał się za nią i bla, bla, bla.... Tak im 2 godziny zleciały....

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No witam. Pewnie jesteście zawiedzeni rozdziałem, ale kit. Nie wiem kiedy będzie next i wgl XD Nudy, a ja dostaję szlaban, nie wiadomo z jakiej paki i się na mnie pies foszy, bo kość jej zabrałam -.- menda mała. Ale jak na dworek to do mnie! xD Strój dla Lau wybierałam z Eweliną Kuleszą, więc na nią będzie :*
Klaudia