wtorek, 27 maja 2014

Rozdział 5


~~Lau~~
Jak ja tego debila nienawidzę!!!!!! Jeśli ten frajer przyjdzie na mój pogrzeb, obiecuję że zmartwychwstanę i przypierdolę mu zniczem!! I jeszcze ma czelność szczerzyć te zęby do mnie! Ugh! Wreszcie, gdy zadzwonił dzwonek, szybko się spakowałam i wyleciałam z klasy. Na szczęście miał rozmowę z nauczycielką, to mnie nie dogonił. Stanęłam pod salą, gdzie teraz mieliśmy mieć muzykę. Rozmawiałam z moja starą koleżanką, kiedy nagle ten palant przytulił mnie od tyłu. 
- Ja pierdzielę, ty debilu pieprzony! Zostaw mnie w końcu do cholery jasnej!- krzyknęłam i go odepchnęłam, a wszyscy się zaśmiali. 
- Help me..- poprosiłam półgłosem Maddy, tą koleżankę. A ta co? 
- Widzę, że masz adoratora, no ładnie, ładnie...- pokiwała w zamyśleniu głową. Po tej jego porannej... jakby to powiedzieć.. pobudce, stał się jeszcze bardziej namolny. Na szczęście, poza raz kolejny uratował mnie dzwonek. Lynch się ode mnie w końcu odczepił i spokojnie wszyscy weszliśmy do klasy. Coś tam baba paplała o systemie oceniania, konkursach i w ogóle. Usiadłam z moją koleżanką, ale tak się namęczyłam, żeby wziąć ją, zanim Ross się skapnie... Blondyn usiadł sam za nami. Co chwilę mnie kopał w krzesło i nie mogłam się skupić. W końcu przegiął. 
- Proszę pani- powiedziałam podnosząc rękę.- Czy on może się przesiąść? 
- Tak, do ciebie- zdecydowała i odwróciła się do tablicy. Mina mi zrzedła. Maddy usiadła na miejscu chłopaka, a on obok. Jeszcze kilka osób pani rozsiadła, więc każdy z kimś siedział. 
- Zadanie domowe jest takie- zaczęła baba.- Ze swoim partnerem/partnerką z ławki wybierzecie dwa teledyski Pink, Rihanny, albo Shakiry, bo ten miesiąc w szkole jest nazwany na ich cześć (Wiem, dziwnie to brzmi, ale nie wiedziałam jak to napisać xD ~Klaudia). Macie dwa tygodnie na przygotowanie teledysku na żywo, a najlepsze wykonania będą na festynie szkolnym. Jakieś pytania?
- Muszę to robić z tym tu?- zapytałam.
- Tak, albo dostaniesz jedynkę. Co ci nie pasuje w tym chłopcu? Przecież tak grzecznie siedzi... Widać, że najgrzeczniejszy z klasy- powiedziała, a ja dostałam nagłego ataku śmiechu. No błagam! On grzeczny?! Po moim trupie chyba! 
- Stroje, fryzury, wszystko trzeba mieć jak na teledysku? Ruchy też?- zapytał ktoś z klasy.
- Tak. Powodzenia.
I wtedy zadzwonił dzwonek. Chciałam wyjść z klasy jak poprzednio, ale nie udało się. Niestety.
- Kogo wybieramy, kotku?- spytał z tym swoim uśmieszkiem, odgarniając mi włosy z twarzy. Odtrąciłam jego rękę.
- Słuchaj, chcę mieć to z głowy, więc nie wiem... Pink?
- Zgoda, już wiem jaki teledysk...- mruknął mi na ucho. Trzymajta mnie ktoś, bo jak zaraz temu patafialowi oczy wydrapię, to do dupy mu wsadzę! 
- Lubisz swoje gardło?- zapytałam przez zęby.
- Co to za pytanie?
- Bo jak się ode mnie nie odpierdzielisz za przeproszeniem, ty dupku gnojowy, to obiecuję, ze przyjdę do ciebie w nocy i własnoręcznie cię uduszę- powiedziałam poważnym tonem. Cofnął rękę. Sukcessss! 
- Czyli... Pink "Try", zgoda, kicia?
- No chyba ci się coś przycięło, kuźwa- zdenerwowałam się- Jeszcze czego!
- Okej, czyli "Try" i jaka jest twoja propozycja, słoneczko ty moje?
- Oczy ci wydrapię.
- Tak, też cię lubię.
- Rano piłowałam pazury.
- Cieszę się, żeśmy się dogadali. 
- Dobra, niech będzie... Coś tam "Reason"- poległam.
- "Give me a reason", tak? Ale tam nie ma nic co ja lubię!
- No tak, czepiasz się szczegółów- marudziłam, a po chwili dodałam- Tak wiem, ty lubisz gołe baby kurde w pornosach.
- Laura, jak ty się wyrażasz?!- zdenerwowała się nauczycielka, która nagle stanęła obok. Fuck- mać. 
- Przepraszam- mruknęłam nieśmiało i poszłam na następna lekcję. Kobieta poprosiła Rossa do siebie. Yeah! I dobrze mu tak! Nareszcie! Miejmy nadzieje, że dostanie jakąś książką w łeb...
Weszłam do klasy zajęłam miejsce w mojej ławce. Lynch wrócił dopiero w połowie chemii. Usiadł obok mnie i cały czas się na mnie gapił. W końcu wylał  zawartość jednej buteleczki , po lekcji nauczycielka zostawiła nam kluczyk od sali i kazała nam to powycierać kuźwa serio? Ja + Lynch w jednej sali ? No nic   klękłam  i zaczęłam sprzątać to co blondyn zepsuł . Gdy już skończyliśmy udaliśmy się na Niemiecki .Cała klasa gadała i nagle usłyszeliśmy głos pani:
-Marano do odpowiedzi 
Wstałam ze swojego miejsca i ruszyłam  w stronę biurka pani .Z odpowiedzi dostałam 5+ . Kolejną lekcją był wf . Bosz musimy chodzić  w takich samych strojach : niebieski t-shirt z logo szkoły , spodenki z logo szkoły i  skarpetki z logo .Wszystkie dziewczyny wyszły z szatni i zaczął się wf. Jakiś chłopak podszedł do mnie i zaczął mnie podrywać , dotykał mnie i wgl. Nagle podszedł do niego Lynch i go odepchnął . Chłopak przewrócił się ale zaraz wstał .Chłopaki zaczęli się bić . Na szczęście rozdzielił ich nasz wuefista .Rossy .. Rossy ?Co ja gadam ?!!Ross miał na szczęście tylko rozciętą wargę ten drugi podbite oko . I tak zakończył się nasz wf . Była to ostatnia lekcja. Przebrałam się i wychodziłam już z hali ,gdy podbiegł do mnie Ross .
-Dziękuję Ross-powiedziałam
-Za co ?
-Za to , na hali z tym chłopakiem . Nie chciał dać mi spokoju .

-Nie ma za co . Dla mojego kotka wszystko
-Nie mów do mnie kotek!!
-Ok ok  Kicusiu .


I tak minęła nam rozmowa , nim się obejrzałam byłam już pod domem . Weszłam do środka  Van nie było .Poszłam do kuchni , zrobiłam sobie frytki sos czosnkowy i   ruszyłam z moim obiadem do slonu . Włączyłam tvi oglądałam film pt''Angus,stringi i przytulanki ''.Film się skończył a ja już przysypiałam. Już prawie zasnęłam, lecz poczułam na sobie czyjś wzrok. Trochę mnie to przeraziło, ponieważ byłam sama.Otworzyłam oczy i ujrzałam Lyncha.
-Ty chyba na serio chcesz żebym zawału przez Ciebie dostała.-zaczęłam wrzeszczeć na cały dom.
-Oj no cicho bądź kotku.Jesteś dla mnie jak narkotyk i chcę więcej.-uśmiechnął się uwodzicielko i zamknął na klucz drzwi wejściowe.Co?!
-Co ty robisz?! Otwórz te drzwi!.- Znowu zaczęłam się drzeć.Po chwili puf....i zgasło światło, przez co zrobiło się w domu ciemno jak za przeproszeniem w dupie u murzyna.
-Zaplanowałeś to wszystko prawda?.-Zapytałam z lekkim przerażeniem.
-Eh...nie muszę odpowiadać ale dobrze że jest ciemno i jesteśmy tu zamknięci SAMI.-Mimo iż nie widziałam jego twarzy to mogę się założyć o moje ukochane buciki, że się teraz szczerzy do mnie.
-Twój plan nie wypali, Vanessa zaraz wróci do domu.-uśmiechnęłam się zwycięsko. A on? On zaczął się śmiać.
-Co się tak chichrasz?-zapytałam
-Oj kiciu nawet twoja siostra Cię nie uratuje, ponieważ śpi dzisiaj u nas, a tak właściwie u Rikera.- U kogo przepraszam?! Jej jedyna siostra zaraz zostanie zgwałcona a ona się będzie kopulowała ze starszym bratem gwałciciela?! O nie nie nie jak wróci to sobie z nią poważnie porozmawiam.Poczułam jak Ross łapie mnie za biodra i przyszpila do ściany.
-Teraz mi nie uciekniesz kiciu.-Szepnął mi do ucha,jednocześnie przygryzając jego płatek.Bałam się....tak potwornie się bałam. Nie chciałam nawet myśleć co mi może zrobić.Wpadłam na genialny pomysł.
-Skoro jesteś taki napalony kocie to poczekaj chwilkę, tylko się przygotuję.- pomiziałazm go po klacie..fuuuuj....dobra weszłam na górę kręcąc przed nim tyłkiem żeby było bardziej wiarygodne.Na górze otworzyłam drzwi balkonowe i chciałam skoczyć lecz coś mnie zatrzymało...
-E e e nie tak prędko kicia.-Dlaczego ja?!
-Daj mi spokój!!!-Wydzierałam się i szarpałam.Po chwili do Rossa zadzwonił telefon.Dzięki Bogu!!!
-Masz pecha kicia, muszę iść do kumpli.-Pecha?! Teraz to jestem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem!!!
-Ale nie martw się jeszcze to dokończymy.-Szepnął mi do ucha i pocałował w szyję. Potem tylko usłyszałam, że otwiera drzwi  i wychodzi. Od razu zbiegłam na dół, zamknęłam drzwi na klucz i poszłam się wykąpać.Gorąca woda otula moje ciało i koi wszystkie nerwy i stresy związane z tym palantem od kotków.No ale co dobre szybko się kończy,ponieważ woda zrobiła się już zimna od razu ubrałam moją sweet piżamkę:
po czym walnęłam się na moje wyrko i odpłynęłam do krainy Morfeusza.

~~Następnego dnia~~
Wstałam dość wcześnie a raczej dość wcześnie przez osobę dzwoniącą do mnie !!Wyświetliłą się Vanessa , szybko odebrałam:
-No co chcesz ? -zapytałam
-Laura , informuję Cię , że obiad jemy dziś u Lynchów a oni do nas przyjdą na noc . Ogarnij trochę dom .  Kocham  Ness
-Vanessa tylko nie to proszę !!
-Nie marudź ok muszę kończyć Rikuś mnie woła

Rozłączyła się F*ck.No nic zwlekłam moje ''ciałko'' z łóżka i postanowiłam się przebrać . Podeszłam do szafy i wybrałam zestaw na dziś ( sobotę)
Do tego   założyłam moje ulubione conversy galaxy .Gotowa  poszłam do łazienki  , zrobiłam sobie lekki makijaż ,   uczesałam włosy i zeszłam na dół zrobić śniadanie . Hmmm... może tosty francuskie - pomyślałam . Tak też zrobiłam   . Z moim daniem udałam się do salonu  aby oglądnąć mój ulubiony serial  Zbuntowany Anioł . Niestety film się szybko  śkończył i nie było nic ciekawego . Więc poszłam umyć naczynia . A  następnie    powycierałam kurze  w całym domu ,  poodkurzałam , umyłam okna , posprzątałam cały bajzel  w salonie , u mnie w pokoju u Van,  w kuchni , w łazience . Po jakiś 4 godzinach charówy , wyszłam z domu i ruszyłam do ogrodu .


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejka :D Taki krótki rozdzialik 5 :) Heh moje pisanie kończy się na "przypier*olę mu zniczem" xD Hahahaha według Klaudii powinnam ten jakże długi fragment podzielić na kilka tomów i wydać książkę xD Może tak zrobię....xD Nie no tak serio to jeszcze trochę końcówkę napisałam ja i Wika :) a "środek" napisała Klaudia i Wiki, moje kochane koleżanki które powinny zmienić dillera, bo prochy od Rossa źle na nie działają xD. When next you ask? should appear for 2 or 3 days :) Do napisania kochani :* 
Alex ;D 
Hejka tu Wika :)  Tak pisałyśmy ten rozdział razem :0 Nie powiem  wyszedł zajebisty :) Co do  tego , że powinnyśmy z Klaudią zmienić dilera to już się nie da wszędzie byłyśmy haha .Zgadzam się z Klaudią  Alex powinna pisać książki :) .No to chyba tyle ode mnie .Rozdział niedługo :) 
Liczymy na kilka komentarzy  :) :) :) :) :*   

niedziela, 25 maja 2014

Rozdział 4

~~Ross~~

Obudziłem się o 8.40. Wow!!! Po prostu sukces!!! Obróciłem się na bok, a tam pewien mrrrraśny kotek śpi obok mnie. Przypomniałem sobie jak jeszcze w nocy się do mnie przytulała. Uśmiechnąłem się do siebie i poszedłem do łazienki w celu wykonania porannych czynności. Po godzinie wróciłem do swojego pokoju, lecz Lau już nie było. Pewnie poszła na śniadanie. Zszedłem na dół, ale w salonie nie zastałem nikogo. W kuchni dopiero spotkałem moje słonko. Była odwrócona do mnie tyłem.....mógłbym tu tak cały czas stać i podziwiać jej kształty. Z zamyśleń wyrwał mnie jej piękny i melodyjny głos.
- Ekhem...będziesz tu tak stał i się gapił, czy zjesz śniadanie?- popatrzyła na mnie pytająco.
- Wybrałbym pierwszą opcję, ale jestem głodny, więc niestety wybieram opcję numer 2- uśmiechnąłem się do niej uwodzicielsko.

~~Lau~~
I znowu ten jego głupi uśmieszek!!! Mam go dosyć!!! No ale muszę z nim wytrzymywać... Jeszcze tą godzinkę, dopóki Van się nie ogarnie i wrócimy do domu.
- Co chcesz na śniadanie?- zapytałam obojętnie.
- Ciebie kotku- czy on się umie nie uśmiechać?! Jeszcze się zaczął bezczelnie do mnie zbliżać. Na szczęście ktoś mnie wybawił! Tym ktosiem okazał się Rocky Mark Lynch. Jestem jego dłużniczką!!
- No siemka młodzi!!!
- Hejka starszy!- na moje słowa brunet uśmiechnął się.
- Hej hej, ja jeszcze taki stary nie jestem - puścił mi oczko, a ja się zaśmiałam. Popatrzyłam w stronę Rossa, który był trochę wkurzony. Zjedliśmy w trójkę śniadanie i poszliśmy do pokoi. Niestety musiałam iść z Rossem. On wszedł, a ja szybko się wymknęłam i zapukałam do pokoju obok. Usłyszałam ciche mruknięcie, więc weszłam. Vanessa leżała wtulona w Rikera, a on w nią. Awww... tak słodko to wyglądało... ale koniec tego dobrego.
- Van daj mi klucz od domu- poprosiłam podchodząc do niej.
- Mmmm.. idź precz..- jęknęła i machnęła na mnie ręką. 
- Nie lubię cię, wiesz?- syknęłam, a ona pokazała mi fucka. Oooo przegięła. Wyszłam z pomieszczenia i skierowałam się do pokoju Rossa. Weszłam niechętnie i nie patrząc na blondyna, podeszłam do terrarium. Jezus, gdzie ta gadzina znowu jest? 
- Gdzie to paskudztwo polazło?- zapytałam, dalej się nie odwracając. W pewnej chwili przypomniałam sobie, czym się kończy stanie tyłem do Rossa, więc spojrzałam się na niego. Miał tego gada na szyi.
- O matko, weź to zdejmij- powiedziałam z obrzydzeniem.
- Nie, idę straszyć Rikera- zaśmiał się i wyszedł na palcach z pokoju. Wdarł się po cichutku do sypialni gołąbków i włożył im pod kołdrę węża, po czym szybko uciekł. Vanessa spadła z łóżka z krzykiem, tak samo jak brat Rydel. Zauważyli mnie, a ja miałabym powód, żeby to zrobić, więc Riker przerzucił mnie sobie przez ramie i zaprowadził mnie z Vanessą do łazienki. Wrzucił mnie do wanny, a Van odkręciła wodę. W kilka sekund byłam cała mokra.
- I po kiego nam gada wrzucałaś?- zapytała Vanessa.
- Ale to Ross kuźwa!- krzyknęłam. Zakręciła wodę i pozwoliła mi wyjść. Wyglądałam jakbym właśnie wskoczyła do basenu w ciuchach. A najgorsze jest to, że było mi zimno. Weszłam do pokoju Lyncha po swoje rzeczy, ale wtedy przypomniałam sobie, że mam je na sobie. Gdy chłopak mnie zobaczył, zaśmiał się.
- Wyglądasz jak zmokła kura- wydusił z siebie.
- To przez ciebie, ty CHAMIE.
- Oj każdemu się zdarza, KOTKU... Poza tym, bluzka ci trochę prześwituje...fajnie, że nie ubrałaś dzisiaj stanika- szepnął mi uwodzicielskim głosem na ucho i cmoknął w szyję. Spaliłam buraka. Na szczęście (albo i nie) Ross zdjął z siebie koszulkę i dał mi ją. Ubrałam ją, ale wisiała na mnie jak prześcieradło na duchu. 
- Nadal widać- mrugnął znacząco. Ugh!!! Nie znoszę go!!!! Odwróciłam się i z bluzki zrobiłam sukienkę, w ten sposób:
Odwróciłam się, a chłopaka zamurowało. 
- Wow.. kiedy ty się przebrałaś w sukienkę?- zapytał oglądając mnie DOKŁADNIE, może nawet za bardzo.
- To nadal twoja koszuleczka...
- Pięknie wyglądasz, kotku- przygryzł wargę i zbliżył się do mnie. Przyparł mnie do ściany i spojrzał mi głęboko w oczy. Jedną ręką trzymał mnie za podbródek, a drugą za rękę. Zaczął się do mnie zbliżać. Nie chciałam tego robić, ale trudno. Gdy ktoś narusza moją przestrzeń osobistą, musi liczyć się z tym, że będzie miał siniaki. Zamachnęłam się, żeby go walnąć w "przyjaciela", ale w odpowiednim momencie wyszedł z pokoju. Dobra, to było dziwne. Zbliża się do mnie i nagle sobie wychodzi bez słowa. Ale może to i lepiej? Wzięłam swoje rzeczy, poszłam po klucz do Van i wróciłam do domu.

~~Ross~~
Wyszedłem, bo w oknie zobaczyłem swoją paczkę i "dziewczynę". Tak, dobrze myślicie- mam "dziewczynę" i podrywam Laurę. W sumie to nie jestem z Nicole, ale Taki już jestem, trudno. Doszedłem do chłopaków i Nicole.
- Wow, stary, z kim ty się poprztykałeś ostatnio, co?- zapytał mój kumpel Calum. 
- A z nikim.
- Próbujesz nam wmówić, że przewróciłeś się na motorze, albo walnąłeś w słup, tak?
- Tak, co chcecie, bo mam robotę w domu- odwróciłem się i zobaczyłem, że Laura wychodzi.
- Co za laska tam idzie, co?- spytał przyglądając się jej.
- Właśnie, słońce= co za baba?- zdenerwowała się Nicole. 
- Zaraz wracam- powiedziałem i pobiegłem do Laury. Złapałem ją za ramię, a ta spojrzała na mnie wzrokiem pełnym nienawiści.
- Weź mnie do cholery zostaw w spokoju! Co mam zrobić, żebyś się w końcu ode mnie odwalił, co?!- wkurzyła się i wyrwała. Skierowała się w stronę swojego domu. Poszedłem za nią.
- Ja tak łatwo nie odpuszczam, pamiętaj- zagrodziłem jej drogę.
- Kochanie, o czym rozmawiasz?- podbiegła do nas Nicole. Ugh.. jak ona się przylepi, to już nie odklei.
- Kochanie? Gratulacje- syknęła Laura i mnie wyminęła. Po raz kolejny. 
- Kotku, to jakaś wariatka- zaśmiałem się.
- Kotku?!- krzyknęły obie. 
- Mówiłam ci, żebyś tak do mnie nie mówił!
- Zdradzasz mnie?!
- Nigdy nie byliśmy, nie jesteśmy i nie będziemy razem, Nicole! Coś ci się ubzdurało w tym pustym łbie! Daj mi spokój do cholery!- wrzasnąłem na Nicole, a ta odbiegła.
- No ładnie traktujesz dziewczyny. Dasz mi w końcu normalnie żyć, czy będziesz mnie tak dręczyć latami?- zapytała Laura spokojniejszym głosem. 
- Chciałem tylko swoją bluzkę- zaśmiałem się.
- O, serio... 
- Serio, serio.
- Serio, serio, serio?
- Serio, serio, serio, serio.
- Okej, zaraz ci oddam- powiedziała znudzona i weszła do domu, zamykając mi drzwi przed nosem. Spojrzałem w stronę swojej paczki. Patrzyli się na mnie zdziwionym i pełnym podziwu wzrokiem. Wzruszyłem ramionami i pociągnąłem za klamkę. Zamknięte. Trudno, wszedłem przez okno. Słyszałem ją na górze, rozmawiała przez telefon. Słyszałem to:
- Nadęty burak, śmierdzący cham... Co, no co!?.... Mamo, nie wytrzymam z nim.... Tak... Tak.... Tak, też cię kocham.... NIE! Nie mów tacie.... Dobra, pa- rozłączyła się. Usiadłem w fotelu i poczekałem na moją myszkę. Gdy mnie zobaczyła, aż podskoczyła. 
- Jezuuuu ty chcesz, żebym ci tu padła NA ZAWAŁ?
- Nie, na zawał nie, ale możesz paść na mnie- powiedziałem. Chyba nie zrozumiała, albo i zrozumiała, ale zrobiła minę typu: "WTF?!" i weszła na górę.
- To chociaż mi bluzkę oddaj- poprosiłem i poszedłem za nią. 
- Masz! I idź już! Wystarczy mi, że będę cię codziennie widywać- w szkole, po szkole, w weekendy, w wakacje i pewnie czasami po nocach!- krzyknęła i zamknęła się w swoim pokoju. Nagle do domu weszła Vanessa.
- A ty co tutaj robisz? Znowu Laurę męczysz?- zapytała.
- Nie, już wychodzę- powiedziałem od niechcenia i podniosłem ze schodów koszulkę. Mijając siostrę Laury, obejrzałem ją dokładnie i powiedziałem:
- Ty też jesteś niczego sobie...
- Won!
- Okej, okej, nie gorączkuj się tak- uspokajałem ją i wyszedłem.

Następny dzień, oczami Laury:
Dzisiaj początek roku szkolnego. Wstałam wcześnie jak na siebie, bo o 8:10! A rozpoczęcie jest o 10:00. Fajnie by było, jakby była tylko pogadanka, ale nie, bo po co! Muszą być jeszcze lekcje, no muszą!
- Laura, weź ogarnij dupę i przestań gadać do siebie, okej?- powiedziała znudzonym głosem Van. No super, jeszcze zaczynam gadać do siebie. Podeszłam do szafy i zaczęłam szukać jakichś ubrań. Wymyślili sobie, że trzeba być na galowo, bla, bla, bla. Szukałam 30 minut, aż w końcu wkurzyłam się i wyciągnęłam pierwszą- lepszą rzecz. Przecież nie idę na wesele... Weszłam do łazienki i dopiero wtedy okazało się, że wzięłam ze sobą to:
Hmm... no spoko kiecka. Założyłam jeszcze jedne z moich ulubionych butów i zeszłam na śniadanie. 
- Ładna sukienka, weź oddaj- powiedziała Vanessa.
- Yyy no chyba nie? Która godzina?- zapytałam.
- W pół do komina.
- 9:05, dzięki Van- podziękowałam z ironią w głosie. Zrobiłam sobie tosty francuskie i na spokojnie spakowałam się do szkoły. O 9:20 wyszłam z domu. Miałam dużo czasu, bo do szkoły dochodzę w 10 minut. Wtedy zadzwoniła do mnie Delly.

U Lynchów, narrator:
Parę minut temu, gdy Laura jadła sobie na spokojnie śniadanie, nasz pan niegrzeczny jeszcze sobie chrapał w swoim zasyfionym pokoju.
- Ross, do szkoły!- krzyknęła Rydel próbując dostać się do wnętrza pomieszczenia. 
- Nie chce mi sięęę...- marudził chłopak i przekręcił się na drugi bok. Spadł z łóżka, jednak stos ubrań zamortyzował upadek. 
- No, skoro już wstałeś, to może łaskawie się ubierzesz i pójdziesz na lekcje, co?
- Nie, chyba nie- jęknął i z powrotem położył się na łóżku. 
- Riker, Rocky, pomóżcie mi!- poprosiła chłopaków o pomoc z bratem.
- Co jest?- zapytał Riker otwierając z trudem drzwi.
- Stary, co za burdel! Nawet ja takiego nie mam- stwierdził zły Rocky.
- Weźcie go postawcie na nogi, bo musi iść do szkoły, a nie wstaje- poskarżyła się załamana Rydel.
- Szkoła? Uuuuu... straciliśmy go- oznajmił brunet i wyszedł zrezygnowany z pokoju. 
- Młody, podnoszę cię na nogi- powiedział blondyn i popukał Rossa w głowę. Młodszy pokazał mu fucka. 
- Tsa... leniwus pospolitus. Jedyne rozwiązanie to czekać. W końcu i tak nie wstanie- zdecydował i również wyszedł. "I taki mam z nich pożytek..."- pomyślała sobie Rydel.
- Ross, przeginasz, wiesz o tym, co nie?- zapytała brata.
- Yhm- zgodził się. Blondynka załamała ręce. Jej ostatnią deską ratunku pozostała Laura. Postanowiła do nie zadzwonić.
ROZMOWA TELEFONICZNA:
Laura- Hej, Delly.
Rydel- Laura, potrzebujemy twojej pomocy.
L- Co się stało?
R- Ross nie chce wstać.
L- No to chyba lepiej, nie?
R- No tak, ale musi iść do szkoły.
L- I w czym ja miałabym wam pomóc? Przecież mnie się nie posłucha. Cały czas się do mnie dobiera, a mówię mu "nie". Nie słucha, po prostu.
R- Ale jeszcze cię nie przeleciał, nie?
L- No nie... na szczęście...
R- To chociaż spróbuj nam pomóc!- prosiła blondynka.
L- No dobra, zaraz będę, pa.
R- Dzięki, do zobaczenia!
Gdy się rozłączyła, zeszła do kuchni przyszykować śniadanie dla brata, bo znając życie się nie wyrobi. Zrobiła kanapki i położyła je na talerz. Już po chwili zadzwonił dzwonek. Rydel poszła otworzyć.
- Cześć, dzięki, że pomożesz- powiedziała blondynka przy progu.
- Witam. Dobrze, gdzie jest pacjent?- zapytała poważnie Laura. Po chwili obie się zaśmiały. 
- Na górze, trafisz, nie?
- Tak, niestety już tam byłam- powiedziała zrezygnowana i poszła na górę. Otworzyła cicho drzwi i weszła do pokoju blondyna. 
- Wstawaj- rozkazała stojąc w dalekiej odległości od blondyna. Miała, bowiem, krótką sukienkę, za krótką, żeby stać przy Lynchu. Chłopak olał rozkaz brunetki.
- Ja pierdzielę, wstawaj do cholery!
- Nie chceee miii sięęę- mruczał z głową wtuloną w poduszkę. "Nie wierzę, że to zrobię, ale chyba nie ma innego wyjścia"- pomyślała sobie dziewczyna. Westchnęła zrezygnowana i zdjęła swoją torbę z ramienia. Podeszła niechętnie do łóżka blondyna. Leżał na brzuchu i pewnie nawet nie wiedział kto do niego mówił. Laura westchnęła jeszcze raz i usiadła na skraju łóżka. Zaczęła jeździć dłonią po plecach chłopaka w tę i z powrotem, w górę i w dół. Przeszedł go miły dreszcz. Lecz nadal nie wstawał. A godzina lekcji się zbliżała. 
- Wstawaj.... kotku- wydusiła z siebie dziewczyna. Aż jej się cofnęło. 
- Hmmm.... nie- sprzeciwił się chłopak i odwrócił tak, że teraz leżał na plecach i patrzył na Laurę.
- No weź... nie mam ochoty dalej cię tak miziać kuźwa- denerwowała się Lau.
- Oj, kotek. Przecież sama z siebie to zaczęłaś- ziewnął. 
- Wstaniesz w końcu?
- Musisz się bardziej postarać- mruknął i zamknął oczy. Brunetka nie wiedziała co ma zrobić. Podobno już próbowali wody z lodem, ale nie wyszło im to. Czyli pozostaje tylko jedno. 
- Pamiętaj, że wcale tego nie chciałam- ostrzegła i usiadła na chłopaku okrakiem. Nachyliła się nad nim i szepnęła mu uwodzicielsko do ucha (oczywiście z obrzydzeniem w głowie):
- Wstań, kochanie. W szkole będziesz mógł się poznęcać nad nauczycielami, podokuczać kujonom, pewnie też mi, ale proszę cię wstań w końcu.
Zmierzwiła mu ręką włosy. Blondyn się uśmiechnął i chciał ją cmoknąć, ale ta w ostatniej chwili wstała i wzięła swoją torbę. Siedemnastolatek niechętnie wstał i wyszedł z pokoju do łazienki. Laura poszła na korytarz i wszyscy do niej podbiegli.
- Jak to zrobiłaś? Co ty zrobiłaś?- takie pytania padały z ust Lynchów.
- Przepraszam.. zaraz rzygnę- oznajmiła dziewczyna i powstrzymując się od pawia, pobiegła do drugiej łazienki. Gdy wyszła, młody Lynch jadł już śniadanie na dole. W chwili gdy zobaczył brunetkę, uśmiechnął się głupkowato. 
- Ja już idę, pa- rzuciła dziewczyna i wyszła z domu Lynchów.
- Też spadam!- blondyn wybiegł za Laurą.
- Ugh!!- wkurzyła się i przyspieszyła kroków.

Oczami Laury, w szkole:
Zarąbiście, przez tego gnojka się spóźniłam, w pierwszy dzień! Usiadła z tyłu klasy unikając rozgniewanego wzroku nauczyciela. Lynch wszedł sobie na luzie i usiadł na miejscu obok. Odsunęłam się od niego jak tylko mogłam, ale on i tak się przysunął. Zaczęła się matematyka. Cierpliwie wszystko notowałam, a Ross co chwilę mnie rozpraszał. To mi kładł rękę na udo, to miział mnie w szyję, albo opierał się o mnie. A jak w końcu udało mi się go odepchnąć, zasnął. 
- Lynch. Panie Lynch!- zdenerwowała się nauczycielka. Miła to ona nie była.
- Czego mnie budzisz, pierniku nieogolony?- jęknął podnosząc głowę. Klasa zrobiła głośne "Uuuuuu...".
- Coś ty powiedział?
- Odwal się. 
- Jesteśmy na lekcji matematyki, niektórzy chcą się czegoś nauczyć- przypomniała mu belferka. 
- Mam to inaczej powiedzieć? Dobrze. Odpierwiastkuj się ode mnie, ty ilorazie nieparzysty, bo jak cię zalgorytmuję, to ci zbiór zębów poza nawias wyjdzie. Łyso? No tak, pani ma łysinę..
- Do dyrektora, ale to już!- rozkazała i rzuciła w niego zeszytem.
- Dobrze, od razu zgłoszę przemoc wobec uczniów- szepnął i poklepał ją po ramieniu. 
- Czekaj, nie trzeba od razu zawiadamiać dyrektora, siadaj i nie przeszkadzaj- powiedziała już spokojniejszym głosem. Blondyn usiadł i puścił mi oczko. Przewróciłam teatralnie oczami i kontynuowałam notatki..........................


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Początek pisała Alex, a resztę ja. Nie chce mi się tutaj pisać. 
Klaudia :)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 
Hehe już 4 rozdzialik :D Tak moja kochaniutka Klaudia się tak rozpisała że moja mina była taka :o jak zobaczyłam rozdział xD No ale to bardzo dobrze bo choroba mnie dopadła a nazywa się ona Koszmarny Brak Weny. Także kochani liczymy na duuuużo komentarzy ;) Rozdział R5 pojawi się już niedługo ;)
Alex ;D

wtorek, 20 maja 2014

Rozdział 3

Oczami Laury:
Gdy tylko dowiedziałam się o tym, miała ochotę zwiać gdzie pieprz rośnie.
- Laura, będziesz spać na materacu w pokoju Rossa, Van, ty u Rikera, a Ratliff w salonie- zdecydowała Rydel.
- A nie mogę na korytarzu, w piwnicy, na strychu, w łazience, w salonie, w kuchni... gdziekolwiek?- błagałam.
- Spokojnie, sprzątnę trochę i będziesz miała gdzie się położyć, kotku- mruknął Ross. Wystawiłam mu język.
- No, słyszałaś? To ja idę do sklepu, a wy ogarnijcie pokoje, małpy. Wrócę za godzinę- poinformowała i wyszła. 
- No, to miłego sprzątanka, ja wybywam- powiedział blondyn zakładając bluzkę. Odetchnęłam z ulgą. Gdy wychodził, cofnął się jeszcze do nas, jakby czegoś zapomniał. Myślałam, że chodzi o klucze, czy telefon, a on mi zapodał buziaka w policzek i migiem wybiegł śmiejąc się. Ugh! Ma dupek szczęście, że mam opóźnione reakcje, bo jak by było inaczej, miałby talerz z żarciem na twarzy!
- Laura, chodź, idziemy po rzeczy- powiedziała Vanessa i poszłyśmy do domu.
- Van, ja nie wytrzymam z debilem!- marudziłam jej. 
- Riker ma taki cudowny uśmiech...- rozmarzyła się.
- Co ty pieprzysz? Ja nie o tym teraz!
- Ja idę do niego, pa- pożegnała się, wzięła torbę i wyszła z domu. Wzięłam tylko szczoteczkę i poszłam za nią. Stojąc pod drzwiami, usłyszałyśmy krzyk jakiegoś gościa i zauważyłyśmy uciekającego przed nim Rossa. Rocky otworzył drzwi, a ten wpadł rozpędzony do środka.
- Zamknijcie drzwi, szybko!- krzyknął zasapany. Zdążyłyśmy wejść i wykonałam prośbę blondyna. Ten położył się na podłodze i odetchnął z ulgą. Teraz dopiero zorientowałam się, że ma podbite oko i rozwaloną wargę. 
- Pieprzony cham! Porypany stary pierdziel! Takiego to tylko za jaja powiesić i wykastrować!- darł się przez okno. Ten facet nadal stał przed domem i kłócił się z Rossem. Po chwili blondyn wyszedł z okna i zaczął wycierać sobie krew z wargi.Wtedy sobie przypomniałam, że nie zamknęłam domu, więc każdy może się włamać.
- Zaraz wracam, idę tylko zamknąć dom- powiedziałam i skierowałam się do wyjścia. Nagle ktoś mnie pociągnął za rękę. Ktoś, czyli Ross.
- Posrało cię? Nie wychodź teraz, ten patafian cię złapie- ostrzegł, odgarniając mi włosy z twarzy. Wyrwałam mu się i wyszłam. Zrobiłam parę kroków i podbiegł do mnie ten facet. Był, jakby to powiedzieć.... szeroki trochę w barach, a spojrzenie miał nieprzyjemne.
- Jesteś dziewczyną Lyncha?- zapytał chropowatym głosem, zagradzając mi drogę.
- Nie, odejdź- powiedziała i próbowałam go wyminąć, ale przeszkodził mi. Złapał mnie mocno za nadgarstki i przysunął do siebie. Kopałam, biłam, odpychałam go jak tylko mogłam, ale był zdecydowanie za silny. Już wiem o co chodziło Rossowi. 
- Kurwa, co ty robisz, człowieku?! Porypany jesteś, czy co?! Kurwa! Puść mnie!- darłam się, ale ból w nadgarstkach był okropny. 
- Skoro nie jesteś jego dziewczyną, to zobaczymy jak zareaguje na to- szepnął mi na ucho i gwałtownie pocałował. Nic, zero czułości, albo jakiejś delikatności. Stałam sztywno, a kiedy już zaczął wpychać mi ten swój śmierdzący jęzor do ust, ostro przegiął pałę! Wyrwałam mu się i zaczęłam kopać jak najmocniej po jajach.
- Jedzie ci z papy zdechłym śledziem! Co ty kurwa, od kota żarcie podbierałeś?! Nie będziesz mi tu jęzora do gardła wpychał, ty pedale jeden!- wrzeszczałam okładając go kopniakami i pięściami. Gdy pociągnął mnie za kostkę, szybko przybiegł Ross i mnie uratował. Fuuu mam w buzi posmak posmaku śledzia... 
- Co, tchórzysz i wolisz męczyć dziewczynę, zamiast mnie?- zagadnął go blondyn. Pobiegłam szybko zamknąć dom i wbiegłam do reszty Lynchów.
- Weźcie zadzwońcie po policję, oni się zaraz pozabijają- panikowała Vanessa patrząc na bójkę. To normalne?
- Już jadą, widzisz?- pokazał Riker. W tym momencie Ross wykorzystał sytuację, że facet stoi tyłem do niego i przytrzymał mu ręce. Policja zabrała zbira i pojechała. Tuż po Rossie, do domu weszła Rydel.
- Ciekawe co się stało, że policja przyjechała... Co wyście narobili?- zapytała patrząc na Rossa.
- Idiota męczył Lau, wkurzyłem się! A, że najpierw chciałem odzyskać swój motor, to mnie nakrył i gonił przez pół miasta, skurczybyk jeden- tłumaczył blondyn. 
- Dobra, zapomnijmy o tym. To się nie zdarzyło, ty idź zmyj to z warg i zasiadamy do filmu, nie?- zaproponował Ratliff. Wszyscy się zgodziliśmy i pół godziny później panowała już luźna atmosfera. Oglądaliśmy komedię "Ści(ą)gany". Gdy były "miłosne" sceny w filmie, Ross się do mnie przybliżał i patrzył mi w oczy. Nie powiem, wkurzało mnie to. Musiał usiąść obok mnie, no musiał! Po filmie zaczęliśmy się nudzić, więc wybór zabawy padł na "Prawda lub Wyzwanie". Nie mieliśmy innych pomysłów, a "7 minut w niebie" odpada, bo w większości jest tutaj rodzeństwo...
    Usiedliśmy w kole, ja jak najdalej od Rossa, czyli wyszło na to, że na przeciwko. Pierwszy kręcił Rocky. Wypadło na Rossa. Chłopak wybrał wyzwanie.
- Hmmm.... Zaśpiewaj piosenkę dla Laury, ale improwizuj. Podkład masz już nagrany- uśmiechnął się złośliwie brunet. Blondyn wyciągnął z szuflady szczotkę do włosów Rydel i pociągnął mnie na środek. O Boże... już się boję. Muzyka zaczęła lecieć, a chłopak zastanawiał się chyba nad słowami. Wkrótce zaczął śpiewać i tańczyć, tuż przede mną:


Byłam w szoku. Gdy skończył, usiedliśmy na swoich miejscach. Tym razem wypadło na Ratliffa. Pytanie.
- Czy czujesz coś do mojej siostry?- zapytał z cwanym uśmiechem.
- Eeeeemm.... noo.... jakby to ująć.... hmmm.... eeee..... to znaczy.. yyhhh... przyjaźń- wydusił w końcu. Zakręcił butelką. Na mnie. Why!?
- Sama nie wierzę, że to mówię, ale wyzwanie- zdecydowałam, a wszyscy się zdziwili. Czyli rozumiem, że Ell wymyśla straszne zadania.
- Hmm.... MAM! Będziesz spać w jednym łóżku z Rossem, w jego koszuli- powiedział, a mi opadła kopara.
- Czy ciebie pojebało do końca?- zapytałam poważnie. 
- Czekaj, kotku, przyniosę ci jakąś koszulkę- oznajmił mi Ross. Do końca wieczoru miałam focha na Ella. Zakręciłam. Ross. 
- Pytanie.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że nie zasnę tam, dopóki nie złapiesz tego węża, nie?
- Emmm... ta jasne. 
Potem było Rocky'ego. Musiał biedak stanąć na głowie. Potem Van, ja, Rydel, Riker, Ratliff i znowu ja. 
- Zatańcz w staniku- rzucił Ross. Ja pierdolę..... 
- Ty na serio, czy tylko sobie jaja robisz?- zapytałam, a on wybuchnął śmiechem. No tak, zapomniałam, że "jaja" w jego słowniku mają znaczenie dwuznaczne...
- To co, wykonujesz zadanie?- zapytał roześmiany Riker. Vanessa się na niego dziwnie spojrzała.
- Nie ma mowy!- zaprotestowałam.
- A u mnie?
- Nie!
- Kotku, nie ma czego się wstydzić- szepnął.
- Nie zrobię tego, wymyśl co innego. I NIE NAZYWAJ MNIE TAK- poprosiłam.
- No to zatańcz, ale w bluzce jak tak wolisz. KOTKU- powiedział z tym swoim uwodzicielskim uśmiechem. Ugh! Nie znoszę go! Dobra, jakoś zatańczyłam, ale tylko do refrenu "Waka Waka" Shakiry. Teraz ja kręciłam. Ostatni raz i kończymy. Wypadło na Ratliffa.
- No i teraz mam dylemat- stwierdził.- Dobra, niech będzie wyzwanie.
- Wyzywam cię, żebyś.... szczerze powiedział co myślisz o Rydel- zaśmiałam się i spojrzałam na blondynkę. Zasypiała już i nie ogarniałaco jest grane.
- Lubię ją. Kończymy?
- Kończymy- wszyscy się zgodzili i poszli do pokoi. Umyłam się i ubrałam w piżamę. Weszłam (z ogromnym niechceniem) do pokoju Rossa, bo tam miałam spać. Niestety.
- Ładna ta bluzeczka, ale pamiętaj, że śpisz w MOJEJ koszulce- przypomniał mi blondyn przy progu. Też już się mył, a ubrany był tylko w bokserki.
- Ciesz się, że śpię z tobą- o matko, jak to zabrzmiało. Ja to serio powiedziałam?
- Dobra, masz to, kotku. Idź się przebrać- puścił mi oczko i podał koszulkę. Szybko się przebrałam (oczywiście w łazience). Bluzka sięgała mi do połowy uda i zakrywała spodenki. Gdy wchodziłam do pokoju, trafiłam na Vanessę. Spojrzała na mnie pytająco.
- No comment...- powiedziałam zrezygnowana i weszłam do pokoju. Na dzisiaj zapowiadali burzę. Super.
- Wow, coś ogarnąłeś, gratulacje- pogratulowałam mu, widząc trochę więcej miejsca.
- Ty we wszystkim wyglądasz sexy...- mruknął przygryzając wargę.
- Ja nie o tym teraz...
- Wiem, kotku.
- Ugh!! Przestań mnie tak nazywać do cholery!- wkurzyłam się.
- Dobrze, słonko- załamałam ręce.
- Już wolę kota- stwierdziłam niechętnie i ziewnęłam.  
- Jesteś śpiąca, chodź spać, kotku- uśmiechnął się i położył mnie na łóżku. Już nie miałam siły się wkurzać, bo byłam padnięta. To był długi dzień. Wtuliłam się w poduszkę, Ross mnie chyba jeszcze przykrył i odpłynęłam. 
  Obudził mnie nagły, głośny grzmot. Walnęło w drzewo w parku. Matko boska, nienawidzę burzy, szczególnie w L.A, kiedy zwykła burza, może się zmienić w tornado, czy coś. Obok mnie leżał blondyn i spał sobie jakby nigdy nic. Nagle usłyszałam syczenie. Było blisko, chyba nawet pod poduszką. Odskoczyłam jak poparzona i spadłam z łóżka, budząc Rossa.
- Co ty kurwa robisz?.... Czego mnie budzisz?...- zapytał zaspanym głosem.
- Pod poduszką coś syczało- powiedziałam przestraszona i stanęłam pod oknem.
- Aahh.. Danny się znalazł...- mruknął i wyciągnął węża spod poduchy. Następnie wstał i potykając się, podszedł do terrarium. Wsadził gada, a akwarium zakrył szybką, czy czymś. Wpełzł pod kołdrę. Wiedziałam, że ma coś wspólnego z gadem, wiedziałam!
- No chodź, nie stój tak przy oknie, bo się przeziębisz- powiedział z troską w głosie. Czyli on jest miły i troskliwy dopiero, gdy ktoś go obudzi o 2:40 w nocy, tak? Nagle w podwórko walnął piorun, a ja wskoczyłam jak poparzona do łóżka. Chłopak odwrócił się w moją stronę.
- Boisz się burzy?- zapytał drwiącym głosem.
- Każdy się czegoś boi, nie? 
- Ale żeby aż tak się trząść?
- Bo mi zimno!- pożaliłam się i skrzyżowałam ręce.
- To chodź tu, kotku- szepnął i przybliżył się do mnie. Odsunęłam się. Nie wiedział o co chodzi. 
- Trzęsiesz się jak galareta jakaś. Chodź tu, będzie ci cieplej- namawiał mnie, więc zaczęłam się zastanawiać. Moją decyzję przyspieszył nagły piorun, przez który rozjaśnił się mrok. Przez ten ułamek sekundy, zdążyłam zauważyć, że blondyn patrzy się na mnie oczami pełnymi troski, niecierpliwości i czegoś jeszcze; brak koszulki na chłopaku i to, że leje na dworze. Wtuliłam się w jego nagi tors, a on mnie otoczył ramieniem. Jeszcze kilka razy zagrzmiało, a potem udało mi się zasnąć................


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ten rozdział pisałam ja (Klaudia), a nexta napisze albo Alex, albo Wiki, albo jakaś mieszanka xD Komentujcie :)
Klaudia:)

niedziela, 18 maja 2014

Rozdział 2

~~Van~~

No extra! Moja kochana siostrzyczka poszła się walnąć na łóżko, a te wszystkie kartony kto rozpakuje?! Ugh...mam jej już dość. Chwilka która godzina? Jest 9.15, no to o 12 idziemy do naszych sąsiadów na przeciwko się przywitać. Idę się wypakować. Wow, ile ja mam rzeczy!!! Padam!!! Chwilę się zdrzemnęłam. Ok jest.....co??!!! 11.45??!!! Lecę po Lau.

~~Lau~~

Spałam sobie smacznie, dopóki nie wpadła Van.
-Lau wstawaj!!!-darła mi się do ucha.
-Jeszcze 5 minut!!!!
-żadne 5 minut!!! Idziemy do sąsiadów!!!
-No dobra dobra wyjdź, bo muszę się przebrać.
-Masz 10 minut!
Van wyszła z pokoju, a ja postanowiłam ubrać się tak:
Zostawiłam włosy rozpuszczone. Zeszłam na dół, a Van już czekała na mnie. Była ubrana tak: (bez torebki-od aut.)

Wyszłyśmy z domu i ruszyłyśmy do tego na przeciwko.Van zadzwoniła dzwonkiem i po chwili drzwi otworzyła nam.......
-Rydel??!!- razem z Van krzyknęłyśmy zaskoczone.
-Van? Lau? Hejka co wy tutaj robicie??- spytała uśmiechnięta.
-Chciałyśmy powitać nowych sąsiadów.-odpowiedziałam
-Delly kto przysz......oooo, czyli teraz kotek mnie śledził. Imponujesz mi- powiedział ten kretyn, Ro...Ro....Ross nawet jego imię mi przez gardło nie przechodzi. I jeszcze się do mnie parszywie uśmiecha. Bleeee....
- Tak oczywiście nie mam nic innego do roboty, tylko łazić za tobą- powiedziałam znudzona.
- No widzisz mówiłem- I znowu się uwodzicielsko uśmiechnął. Omg jaki on ma cudowny uśmiech....wait wait wait co ja gadam?! Laura, ogarnij się, on ci się nie może podobać.
- Może wejdziecie?- zapytała Delly.
- Właściwie....-przerwała mi Van.
- Oczywiście- po tym zostałam porwana przez Delly do środka.
- Małpy w trybie natychmiastowym złazić na dół!!!- krzyknęła Pinki, ale ona ma głos. Moje bębenki cierpią...
- Co się tak drze......eee cześć Van- Riker jak tylko zobaczył moją "kochaną" siostrzyczkę, to się zarumienił. Uuuuu....coś tu się szykuje. Razem z Delly popatrzyłyśmy się na siebie znacząco i wyszłyśmy do kuchni, zostawiając naszą Rikessę w salonie.
- No to co tam słychać?- zapytała Delly.
- A no w sumie nic ciekawego, nie dawno przyleciałyśmy do L.A. A wy też się tu przeprowadziliście?- zapytałam.
-Nie nie, to jest nasz rodzinny dom. W Londynie, to byliśmy w ramach takiej wycieczki, wiesz taki nasz mały odpoczynek- uśmiechnęła się.
- Aha to fajnie- odwzajemniłam uśmiech.
- Poczekasz chwilkę? Muszę skoczyć po coś do piwnicy. A ty jak chcesz możesz zacząć robić naleśniki- powiedziała i zaraz jej nie było. Wzięłam potrzebne składniki na nasze placki i zaczęłam tworzyć masę. Po chwili poczułam czyjeś dłonie na moich biodrach. Odwróciłam się, a tym ktosiem okazał się Ross.
- No hej, kotku skąd wiedziałaś że kocham naleśniki?- zapytał i z uśmiechem podniósł jedną brew.
- Po pierwsze nie wiedziałam, po drugie Delly mnie prosiła, żebym zaczęła je robić, a po trzecie odczep się ode mnie!-krzyknęłam i wyszłam z kuchni zostawiając blondyna samego. Jak oni z nim wytrzymują?Weszłam do salonu gdzie zobaczyłam Rikera i Van rozmawiających sobie. Chciałam wyjść z salonu, żeby im nie przeszkadzać. Po drodze natknęłam się na Delly. 
- Laura, Ross ci coś zrobił?- zgadła po mojej minie.
- To wstrętny dupek! Nienawidzę go! Bez obrazy- dodałam szybko i spokojniejszym tonem.
- Nie gniewam się- powiedział nagle Ross, który przechodził akurat obok. Puścił mi oczko i poszedł schodami na górę. Jprdl...
- Widziałaś to?!- pokazałam w miejsce gdzie przed chwilą stał blondyn.
- On tak ze wszystkimi dziewczynami. W końcu mu przejdzie, nie martw się- pocieszała mnie.
- A zwykle to po jakim czasie mu przechodzi?.....- zapytałam nieswojo, nie byłam pewna, czy chcę poznać odpowiedzieć... Rydel westchnęła ciężko.
- Jak osiągnie swój cel... To idziemy robić naleśniki?
- No dobra.
Wrzuciłyśmy ciasto na patelnię i zaczekałyśmy chwilę. Gdy się usmażyły, dołożyłam truskawki, bitą śmietanę i posypkę czekoladową. Delly zawołała braci i Ratliffa, żeby przyszli. Chwilę później w kuchni pojawili się wszyscy, z wyjątkiem Rossa. Może to i lepiej?
- Laura, pójdziesz po Rossa?- poprosił Rocky.
- Ale ty na serio? Ja? Po niego?
- Tak.
- Feeeeee..... życie jest okrutne- stwierdziłam i poszłam w kierunku schodów.
- A który to pokój?- spytałam stając. 
- Łatwo poznasz, czarne drzwi, śmieci wystające, nad wejściem na ścianie wyryty napis "Go to Hell" i najbardziej słychać ACDC- poinformował mnie Riker. Chyba trafię... Dobra, stoję przed drzwiami, a zza nich słychać głośną muzykę. Zapukać? Nie.... Wejść?... Nie... Wrócić i powiedzieć o niepowodzeniu misji?... Tak! Nie... no dobra, tchórzem nie jestem. Zapukałam, ale nikt nie odpowiedział, więc weszłam. O Boziu.... jak chlew! Gacie na podłodze, jakieś spleśniałe żarcie w kącie, koszulka na lampie, terrarium na biurku.... chwila. Co na biurku?! I jakieś robale w tym. Bleee... no dobra, a gdzie Ross? Rozejrzałam się po pokoju, który był dość duży i z trudem podeszłam do okna. To jak łażenie w morzu ciuchów. I to nie pachnących najlepiej. Otworzyłam okno, żeby złapać trochę świeżego powietrza i nagle poczułam jak ktoś całuje mnie po szyi.
- Kurde, przyfasolić ci w nos?!- zdenerwowałam się i odtrąciłam Rossa od siebie.
- Skoro ci się nie podoba, to czego chcesz w MOIM pokoju?- zapytał mrużąc oczy. Teraz dopiero zorientowałam się, że był bez koszulki. 
- Ciebie!- trochę dwuznacznie to zabrzmiało i szybko tego pożałowałam. Blondyn uniósł znacząco brew i przysunął się do mnie. Przywarł mnie do ściany. Próbowałam go odepchnąć, ale był za silny.
- Przestań- poprosiłam. Na szczęście, trochę się odsunął. On jest okropny. 
- Kotku, nie widziałaś może węża?- zapytał nagle, odchodząc ode mnie.
- Po pierwsze- nie nazywaj mnie "kotek". Po drugie...Uciekł ci wąż?! Ty hodujesz węża?- nie wierzyłam. To stąd te prawie puste terrarium.
- Tak, ale już starego. I nie bój się tak, KOTKU, mogę cię pocieszyć, KOTKU- robił mi na złość. 
- Spadaj, CHAMIE. Na dole masz naleśniki, CHAMIE- wycedziłam i wyszłam trzaskając drzwiami. Blondyn wyszedł sekundę po mnie i zeszliśmy do kuchni.
- No hej, mój KOTEK powiedział mi, że macie naleśniki- powiedział puszczając mi oczko.
- Może koszulkę ubierzesz, co?- zaproponowała Rydel.
- Hmmm..... NIE- zaprzeczył i wziął swoją porcję. Usiadł na jedynym wolnym miejscu, więc dla mnie już nie było. 
- Siadaj, Laura- powiedział Riker. 
- Fajnie, ale gdzie?
- U mnie na kolanach- pokazał Ross, a mnie zmroziło.
- Już wolę, żeby ten wąż mnie zjadł- stwierdziłam. W tym samym momencie Rocky skończył jeść, więc już mam miejsce. Ross nie był zadowolony. Ale wiadomość, którą oznajmiła nam Rydel i Vanessa, zwaliła mnie z nóg... Miałyśmy zanocować u Lynchów.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Next niedługo. A ten rozdział zaczęła Alex, potem jeszcze Wiki coś dopisała, ale ja dokończyłam. Jak Wam się podoba? 
Klaudia :) 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

sobota, 17 maja 2014

Rozdział 1 .

~~Laura~~
Usiadłyśmy w kuchni pomiędzy kartonami i naszymi walizkami , Vanka zaczęła zjadać swoje croissanty .A ja myślałam o tym debilu jak on mógł tak potraktować tą kobietę .Z zamyśleń wyrwał mnie dzwonek  , wstałam z ziemi i poszłam otworzyć . W drzwiach zobaczyłam tego idiotę.
-Czego chcesz ?
-Dobrze wiesz.
-Wiesz co wypierdalaj 
-Ooooo jaka ostra lubię takie . 
-W ogóle skąd wiesz gdzie mieszkam ?
-Chyba proste jechałem za wami :)
-Boże idź proszę Cię!!
-Nie.
Chciałam zamknąć drzwi ale przytrzymał je nogą . Weszedł do środka i się dziwnie na mnie patrzył zaczął się przysuwać  , bałam się go .Złapał mnie za rękę i przywarłam do ściany , chciał mnie pocałować ale się  szybko przesunęłam i pocałował ścianę . 
-Zostaw mnie 
-Nie , wiesz jak coś chcę to ja to dostaję .
-Ale nie mnie .Vanessa!!!
-Nie usłyszy Cię .Jest na tarasie . 
-Vanessa pomóż mi 


Nic to nie dało  postanowiłam że przytulę blondyna i strącę wazon nogą który stoi za nim .Tak też zrobiłam .Van zaraz pojawiła się w pokoju.\
-Laura co on tu robi ?
-Przylazł .
-Wynocha sdąt bo dzwonię na policję .
-Ok bez takich już idę , ale jeszcze się s spotkamy kotku .
Gdy tylko wyszedł zamknęłam drzwi i przytuliłam się do Van.Powoli zaczęłyśmy się zbierać bo za 3 godziny mamy  samolot , gdy upewniłyśmy się , że wszystko wzięłyśmy  ostatni raz popatrzyłyśmy na nasz dom i wsiadłyśmy do taksówki  jechałyśmy jakieś 40 minut więc zostały nam niecałe 2 godziny . Wyszłyśmy z taksówki zapłaciłyśmy kierowcy i wzięłyśmy bagaże .Gdy udałyśmy się do odprawy zobaczyłam Rydel i Rikera ? Fuck czyli Ross też jest ,  zaczęłam pospieszać siostrę aby tylko na nich nie wpaść . Nim się obejrzałyśmy siedziałyśmy już w samolocie . Byłyśmy obie zmęczone więc szybko usnęłyśmy . Śniło mi się , że Ross mi się oświadczył mieliśmy dzieci  i żyliśmy długo i szczęśliwie  . I nagle usłyszałam jakby głos z oddali ''Prosimy zapinać pasy zaraz lądujemy '' I  koszmar się skończył  .Van też już nie spała tylko zapinała pasy , zrobiłam to samo  , gdy już wylądowaliśmy wzięłyśmy walizki  , to zamówiłyśmy taksówkę i udałyśmy się do naszego nowego domu  który wyglądał tak :

Piękny ,  w naszej dzielnicy wszystkie domy były prawie takie same .Gdy weszłam do domu zaniemówiłam . Był jeszcze większy . Po 20 minutach znalazłam swój pokój :
Był piękny . Rozpakowałam swoje rzeczy i położyłam się na łóżku .

Hejo kochani taki krótki rozdzialik 1 . Mam nadzieję że wam się spodoba :)

Wika :) xoxo


Hejka!!

Tego bloga piszemy w trójkę, ja, Alex i Wiki. Mnie już pewnie znacie z innych moich blogów, np. lynch-vs-marano-wojna.blogspot.com soooo nie muszę Wam o sobie opowiadać chyba xD No więc, ten blog będzie o Rossie, Raurze i R5, a Alex opowie Wam resztę :D

Klaudia :)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No sieeeemaneczko :D OMG !!! Jest to mój pierwszy blog i trochę jestem nieogarnięta well ciężko było, ale jest już lepiej :D No to może tak poopowiadam trochę o sobie :) No to tak jestem Alex mam 15 lat jestem R5er od 1,5 roku lubię śpiewać i tańczyć :) Może wystarczy a jak coś to pytajcie o co chcecie ;) A teraz o blogu no więc na pomysł założenia tego bloga wpadłam ja :) Klaudia i Wiki bardzo i to bardzo mi pomogły i za to im serdecznie z całego serca dziękuję :* Historia będzie o Raurze ale Ross na początku będzie "Bad Boy'em" :) Ale powinna pojawić się również Rikessa i Rydellington :) No i to by było na tyle :) I jeszcze nam Wiki została :)

Alex ;D
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Siema!!Jestem wsp. tego bloga , nie jest to mój pierwszy blog .Powiem coś o sobie no tak mam 13 lat jestem tu najmłodsza xD R5er jestem około. 9 msc . lubię tańczyć , chcę  nauczyć się grać na basie , perkusji , gitarze zwykłej i elektrycznej ,  chcę należeć do zespołu muzycznego . Oprócz R5er jestem też Vampette .Hmm... nie wiem co jeszcze . Shipp'uje Rydelingtona ,Raurę  i Rikessę .  :* :* 
Wika :)  xoxo 

Prolog

Oczami Laury:

- Laura, gdzie moja walizka?!- krzyknęła do mnie moja starsza siostra, Vanessa. Nasi rodzice wyjechali do Hiszpanii, żeby trochę zarobić, a my zostałyśmy w Londynie. Nie układa nam się tutaj, więc Van postanowiła, że zamieszkamy w Los Angeles. 
- Nie wiem, było nie skakać po niej!- odpowiedziałam znudzona. Cały czas mi marudziła to o ciuchach, to o bagażach. Albo o chłopakach. 
- Wcale nie skakałam! Po prostu ja... sprawdzałam jej wytrzymałość...- wymyśliła powoli.
- Yhmmm... Uważaj, bo ci uwierzę. Dobra, olać to. Pakuj się, a potem pójdziemy po coś do jedzenia. 
- Idziemy teraz, chodź!- zdecydowała i wyciągnęła mnie z domu.
- Drzwi zamknij- przypomniałam jej i wróciła się, żeby to zrobić. Wsiadłyśmy do taksówki i pojechałyśmy do centrum. Wysiadłyśmy przy piekarni. Vanessa poszła kupić jakieś pieczywo, a ja usiadłam na ławce obok sklepu. Nagle podszedł do mnie jakiś chłopak i zapytał:
- Cześć, wiesz może jak dojechać do..... czekaj, Rydel, gdzie my jedziemy!?- zwrócił się do jakiejś blondynki, która stała dalej.
- London Music Hall!- odpowiedziała.
- Nie wiem, ale zaczekajcie na moją siostrę, to wam powie, bo często tam chodzi na koncerty- zaproponowałam. Poczekali ze mną na Vanessę.
- Laura, nie było twoich pączków. Kupiłam ci jakieś kacze łapki, czy jakoś tak. Pamiętaj, że masz mi nie zjadać moich croissantów. Kupiłaś mięso? Jabłka? Czemu rozmawiasz z R5?- gadała jak najęta.
- Wiesz jak dojechać stąd do London Music Hall? A, i jeszcze jedno. Nie mówiłaś mi o żadnym mięsie- sprostowałam. Ona tylko machnęła ręką i wytłumaczyła chłopakowi i...... chyba Rydel jak dojechać. 
- Fajnie. Tak w ogóle jestem Rydel, a to Ratliff. Reszta się gdzieś zgubiła, albo to my się zgubiliśmy, albo oni się już pozabijali, albo.... to mi coś odbiło....- mówiła dość szybkim tempem. Pokiwałam w zamyśleniu głową.
- Ja jestem Laura, a ta tutaj, to Vanessa. Moja siostra. Nagle usłyszeliśmy muzykę. Jakby ktoś grał, a potem zaczął śpiewać. Chłopacy raczej. 
- Ty, to oni- szepnęła Delly do bruneta.
- Idziecie z nami?- zapytał.
- No w sumie nam się dzisiaj....- zaczęłam, ale przerwała mi Nessa.
- Pewnie, ze idziemy. Chodź Laura- syknęła i pociągnęła mnie za ramię. Poszliśmy w miejsce, skąd wydobywała się muzyka, czyli do metra. Zeszliśmy po schodach i zobaczyliśmy dwóch blondynów oraz bruneta. Śpiewali i grali. Rydel podbiegła do nich, a my chwilę później doszłyśmy. 
- Riker, odpowiedz mi na jedno pytanie. Gdzie wy byliście?- zapytała.
- No tu. Cały czas. Tylko Rocky poszedł do wesołego miasteczka i przepuścił wszystkie pieniądze, więc zaczęliśmy grać, żeby zarobić- wytłumaczył jeden z blondynów. Drugi nadal coś tam bzdęgolił na gitarze. Nie wychodził mu jeden dźwięk. Nagle wstał i podszedł do tego bruneta, ale nie do Ratliffa.
- Co ty mi zrobiłeś z gitarą, Rocky?- zapytał pokazując mu instrument.
- No co... Nastroiłem ją. Ross, spokojnie- tłumaczył..... Rocky. Czyli ten blondyn przy Rydel to Riker, a ten tu, to Ross. No dobra. Czy wszyscy muszą mieć imię na "R"?
- Kolejny raz? Na pewno ją stroiłeś? Czy znowu grałeś w golfa?- upewniał się Ross. 
- Emmm..... to Riker!- zrzucił na chłopaka.
- Ale co ja?- zapytał zdezorientowany. Boże... co za sieroty.
- Jezuuu... daj tą gitarę. Wielki problem robicie- zdenerwowałam się, wzięłam gitarę od blondyna i poprawiłam strunę. 
- Tak trudno było trochę naciągnąć?- zapytałam oddając mu instrument. Parsknął śmiechem, a potem zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów. 
- Hmm..... Laura, chodź. Laura. Laura!- wydarła się Vanessa.
- A idź ty gadaj z Rikerem, czy z kimś- powiedziałam i popchnęłam ją na chłopaka. Wpadła w jego ramiona. Uhuhu... Odwróciłam się do Rossa i okazało się, że nadal się na mnie gapi.
- Ej, możesz przestać?- zapytałam.
- Co przestać?- zapytał uśmiechając się uwodzicielsko.
- No... gapić się na mnie...
- Nie mogę oderwać od ciebie wzroku, kotku- szepnął mi na ucho, aż zadrżałam. Szybko odeszłam i zaczekałam na Vanessę na górze. Chwilę później już była i zaczęłyśmy iść w kierunku domu. Szłyśmy sobie spacerkiem, aż tu nagle znowu pojawił się Ross. Ja się pytam- jak?! Dlaczego?!
- A ty czego znowu chcesz?- zapytałam dalej idąc. Van pisała coś na telefonie.
- Ciebie Zobaczyć gdzie mieszkać- wytłumaczył z uśmiechem. 
- No chyba cię coś swędzi- oburzyłam się. Jeszcze czego! Żeby wiedział gdzie mieszkam.
- A wiesz, że tak? Dlatego chcę wiedzieć- powiedział stanowczo. Widać było, że nie jest mu na rękę mój opór.
- Nie!- zaprotestowałam. W tym samym momencie podeszła do nas jakaś babcia.
- Przepraszam, czy macie może jakąś jednorazówkę?- zapytała, a Ross zrobił coś czego się po nim nie spodziewałam. Odepchnął ją, aż kobieta się przewróciła. Teraz przegiął arbuza. Szybko jej pomogłam, a gdy odeszła, naskoczyłam na chłopaka:
- Czy ty jesteś mądry? Przecież ona jest stara, mogło jej się coś stać! Myślisz w ogóle?! 
- Spokojnie, złość piękności szkodzi, kotku- powiedział spokojnie. Jezuu jak on mnie wkurza! A ludziom trudno jest wyprowadzić mnie z równowagi. 
- Daj mi spokój!- krzyknęłam i wsiadłam do najbliższej taksówki. Pociągnęłam jeszcze Vanessę i wróciłyśmy do domu. Mam nadzieję, że więcej go nie spotkam. Współczuje Rydel.......


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejka, żadna z nas nie miała pomysłu na prolog, więc wyszedł taki. Może Wam się spodobał, a może nie. 
Klaudia :)