sobota, 19 lipca 2014

Rozdział 13 ( khem, khem... :3 )

Uwaga!! Sceny 18+

~~Ross~~
Gdy Lau weszła do mojego pokoju, poczułem, że wygrałem. Ona się boi spać sama w obcym miejscu, więc mam farta.
- Tylko błagam, nie szalej za bardzo w nocy- powiedziała zaspanym głosem. Nie widziałem jej, bo było ciemno jak w dupie murzyna. Zapaliłem jakąś lampkę przy łóżku. Przy okazji dowiedziałem się, że w moim pokoju w ogóle jest lampka...
- Ty nie potrafisz tutaj kiedyś posprzątać? To jest za trudne, nie?- żartowała sobie.
- Jakoś tak samo wypada z szafek.. 
- Nie odbierzesz?- spytała patrząc na mój telefon. Co chwilę moje rodzeństwo wydzwaniało.
- Nie, tylko człowieka męczą- odpowiedziałem i wyłączyłem komórkę.- Ale pogadajmy o czymś innym.
- Niby o czym?- zaśmiała się, siadając na łóżku. Miała prześwitującą bluzkę... Z trudem powstrzymywałem się, żeby nie zacząć jej rozbierać, czy coś...
- Jesteś bardzo zmęczona?- zapytałem ledwo odwracając wzrok od jej pięknego ciała. 
- Tak, jestem taaaaaka zmęczona, że zaraz pójdę spać.
- A może przed snem coś porobimy?- szepnąłem jej uwodzicielskim głosem na ucho. Poczułem, że przeszedł ją dreszcz, więc uśmiechnąłem się do siebie.
- A czy pan kobieciarz zapomniał, że jutro szkoła?
- Ale możemy ją olać, zapomniałaś o zakładzie, kotku?- uśmiechnąłem się, odgarniając kosmyk z jej buźki.
- Ugh... nie wierzę, że to mówię, ale... darowałbyś mi te rekiny, góry i tak dalej, jeśli dzisiaj... no wiesz...?- zapytała niepewnie.
- Zgoda- odparłem zadowolony i zbliżyłem swoją twarz do niej. 
- Ale obiecujesz?
- Obiecuję, kotku- mruknąłem i przysunęła się do mnie. Pocałowałem ją najpierw w usta, a gdy zaczęła odwzajemniać, zacząłem jej całować szyję. Wplątała mi swoją rękę we włosy, a drugą trzymała mi na plecach. Nagle popchnęła mnie na łóżko i usiadła na mnie okrakiem. Rozpalało mnie od środka, miałem ochotę zedrzeć z niej te ciuszki i przejść do rzeczy, jednak ona mnie uprzedziła. Zaczęła mi rozpinać koszulę swoimi zgrabnymi palcami, a gdy w końcu mi ją zdjęła, pociągnąłem ją za rękę i pocałowałem namiętnie w usta, wstając powoli. Zrzuciłem z niej bluzkę, a brunetka, przyciągając mnie jeszcze bardziej do siebie, rozpięła mi rozporek w spodniach. Po krótkiej chwili oboje byliśmy już nadzy. Wyjąłem z szuflady prezerwatywę i założyłem na mojego (twardego już) przyjaciela. Gdy wszedłem w mojego pięknego kotka, jęknęła z rozkoszy.....

Następny dzień, oczami Laury:
Obudził mnie budzik, ale tylko go zrzuciłam z szafki i odwróciłam się na drugi bok. Wtedy zobaczyłam tego palanta od kotków bez koszulki, tuż obok mnie. Skapnęłam się, że ja też jej nie miałam... i w ogóle nic nie miałam na sobie. O nie, o nie, o nie, o nie!! Czyli to nie był sen... No świetnie, zużyta prezerwatywa, zajebiście. Nie, to niemożliwe... to nie może się dziać naprawdę. Rodzice by mnie zabili, gdyby się dowiedzieli, że nie jestem już dziewicą... Boże...
    Poszłam się ubrań, zanim chłopak się obudził, bo nie wiem, jakby to się skończyło. Gdy wróciłam do pokoju, ten jeszcze spał, a trzeba było lecieć do szkoły. 
- Ty, wstawaj- powiedziałam, szturchając go w ramię. 
- Jak szarniesz szprycha densa- mruknął twarzą w poduszce.
- No chyba cię coś w gaciach swędzi!
- No nawet, może podrapiesz? W nocy dobrze ci szło...
- Boże.... weź mnie nie załamuj...- jęknęłam zniechęcona. 
- Prawdę mówię. Na cały dom jęczałaś. Podobało ci się- uśmiechnął się, a ja zatkałam uszy.
- Nie mów, nie słucham, nie mów, nie słucham!- krzyknęłam i wybiegłam z pokoju. Zeszłam na dół, żeby coś zjeść. Byłam głodna jak wilk. 

Oczami Rikera, biwak, poprzedni dzień:
- Rydel, gdzie Ratliff?!- wrzeszczał Rocky. 
- W krzaki polazł! I nie drzyj się na cały regulator!- odkrzyknęła Rydel. 
- Sama się drzesz!
- Bo ty się drzesz!
- Dobra, nie drzyj się jak stare prześcieradło i idź spać- mruknęła moja siostra i wpełzła do namiotu, który się na nią zawalił. 
- Co wy odwalacie?- zapytałem zrezygnowany i pomogłem jej wyjść. Ściemniało się już i robactwo wylazło, przez co blondynka stała się bardziej nerwowa. 
- Naprawisz co?- poprosiła mnie. 
- Nie da rady, stelaż jest połamany. Będziesz musiała z którymś spać.
- Ratliff?- zapytała z nadzieją w głosie.
- Nie ma mowy! 
- Riker, jestem dorosła.
- Masz dopiero 20 lat i już chcesz spać z chłopakiem w jednym CIASNYM namiocie?!- zdenerwowałem się. 
- To mój kumpel, nie zgwałci mnie! Ogarnij dupę, lepiej, żeby mnie niedźwiedzie zeżarły tak?- zmroziła mnie wzrokiem, a gdy się nie odzywałem dłuższą chwilę, uśmiechnęła się i przytuliła mnie. 
- kocham cię, braciszku. Ale ze mną nie wygrasz- zaśmiała się i puściła mnie.
- Wystarczy, że Laura śpi u Rossa i są sami w domu... o kurde...- szepnąłem do siebie.
- Laura? U ROSSA?! W jednym domu? SAMI?! Świetnie, jak ty brata pilnujesz?!- krzyknęła Delly. 
- Czekaj, zadzwonię do niego.
Wybrałem numer do brata i zadzwoniłem. Szybko odebrał.
ROZMOWA TELEFONICZNA:
Ross- Czego mi przeszkadzasz?!
Riker- Słuchaj, jeśli coś zrobisz Laurze, to pożałujesz.
Ro.- Tak, tak, tatku. 
Ri.- Ja nie żartuję, masz być spokojny.
Ro.- Ogarnij się człowieku. Mam prezerwatywy, nie? 
Ri.- Chyba nie zamierzasz?....
Ro.- Haaa właśnie, że zamierzam. 
Ri.- Ona chociaż tabletki wzięła?
Ro.- Nie, bo jeszcze nie wie, że nie idzie od razu spać. Zajmij się łaskawie własną dupą, okej? Pa.
Ri.- Ale Ross!
Rozłączył się. Świetnie. Ze złości rzuciłem telefon w krzaki, chyba trafiłem Ratliffa, bo ktoś jęknął. 
- Co jest?- zapytała zatroskana Delly. 
- Spokojnie, ma prezerwatywy- gdy to powiedziałem, Rocky podrapał się w głowę i odchrząknął. 
- Co ty zrobiłeś?- zapytaliśmy razem z Rydel. 
- Jaaaaa?? Niiiiic...- pisknął.
- Rocky, ty patafiolu, co zrobiłeś?!- wkurzyła się Rydel i mało brakowało, a by go udusiła. W tym samym momencie Ratliff czytał sobie moje wiadomości na telefonie. 
- Uuu, ładne rzeczy z tą "Vanusią" piszesz- zaśmiał się, a ja zabrałem mu telefon. 
- Przy tobie coś zostawić..
- O co chodzi, Rocky no powiedz- poprosiła już spokojniej.
- Dobla, a bedzes kzyceć?- zapytał niepewnie Rocky.
- Niee- odpowiedziała miłym głosem siostra.
- Przedziurawiłem Rossowi igiełką prezerwatywy...
- TY IDIOTO! POSRAŁO SIĘ DO RESZTY?! WIESZ CO SIĘ MOŻE STAĆ, JAK ICH TERAZ UŻYJE?!- zaczęła się na niego drzeć. 
- Gu gu ga giiii- powiedział cicho Ell. 
- Dzwoń do niego- rozkazała mi siostra. 
- Ale nie odbiera, próbowałem. Wyłączył telefon. 
- Ale dobrze, że Laura wzięła tabletki. Poza tym, raczej się nie da, jest dzielna... Weźcie tego pająka ze mnie. 
- Ale to liść...- zaczął Rocky.
- Ty się nie udzielaj, będziesz na dworze spać.
- I będzie wolny namiot dla Delly! A teraz chodźcie spać, jutro pogadamy- zaproponowałem i położyliśmy się. Rydel oczywiście z Ratliffem. Z ich namiotu było słychać piski, śmiechy i krzyki... Dobrze, że zamek w namiocie się zaciął, bo chłopaka zatłukę...

Oczami Laury, ranek:
Zrobiłam sobie płatki z mlekiem, ale się nie najadłam. Potem jeszcze 3 tosty, ale nadal byłam głodna. Skonsumowałam jeszcze jabłko, parówki i jajecznicę. Wtedy dopiero się najadłam. Gdy w końcu zszedł Ross, lodówka była pusta. 
- A co się stało z jedzeniem? Tylko śledzie zostały...
- Zjadłam. Chodź do szkoły bo się spóźnimy, a projekt mamy- pociągnęłam go za rękę i wyszłam z domu. Do szkoły doszliśmy w jakieś 10 minut. Chyba pierwszy raz Lynch się nie spóźnił...
- Ooo, Ross! Co się stało, że się nie spóźniłeś? Stałeś się grzeczny?- zapytała usmiechnięta nauczycielka.
- Weź mnie kobieto nie obrażaj. "Grzeczny" to ja tylko dla jednej osoby będę- warknął.
- O, kim jest ten szczęściarz?
- Uooooo- głośny pomruk w klasie.
- Potwór w moich spodniach, BUM! Łyso?- zapyskował. No przynajmniej nudno nie było
- Tak, to jednak stary Ross- mruknęła do siebie nauczycielka.- Macie chociaż ten projekt muzyczny? 
- Mamy.
- Proszę, zaprezentujcie- rozkazała i wyszliśmy na środek. 
- A przebrania?
- W szafkach- odpowiedziałam i zaczęliśmy śpiewać "Give Me a Reason". Wszystko fajnie, tyle, że miałam straszną chrypę i gdy trzeba było wyciągnąć, ja się zacinałam i nie wydawałam żadnego dźwięku z siebie. Do tego jakoś tak mi się w głowie kręciło, ale to pewnie trema. Po skończonym "występie", poszłam do szkolnej toalety i przemyłam sobie twarz wodą. Miałam jakieś dziwne rumieńce, więc to pewnie tylko gorączka. Wróciłam do klasy. Zaraz mieliśmy iść śpiewać przed całą szkołą, w strojach i w ogóle... ale mam stresa..
- Nie panikuj, ze sceny nie spadniesz- powiedział Ross, o dziwo normalnie. Był w samych spodniach, jak ten gość w teledysku "Try", a ja w takiej... piżamie [?] jak miała Pink. Połknęłam tabletkę przeciwbólową i odchrząknęłam. Dobra, jest dobrze. Będę mogła go walnąć, yay! Tylko to mnie pociesza... 
  Poszliśmy do auli i usadowiliśmy się na krzesełkach. Pierwsi my mieliśmy wystąpić z tym "Try", a potem iść się szybko do następnego przebrać. Już nam scenę szykowali. Gdy wywołali nasze imiona, zalała mnie fala gorąca. Uff, a jak coś spapram? Cała szkoła, ponad 2 tysiące ludzi, to zobaczy... Świetnie... i to ma być na żywo w internecie. Gdy stanęliśmy tam, na środku wielkiej sceny, która była urządzona jak w teledysku, jakaś baba zrobiła nam mini wywiad.
- Znajdujemy się na wyjątkowej uroczystości w liceum "Milner High". Są tu z nami uczestnicy wydarzenia, którzy niedługo zaprezentują na wielkiej scenie swoje wersje teledysków sławnych gwiazd. Na pierwszy ogień, idą Ross Lynch i Laura Marano, którzy wykonują trudny teledysk Pink "Try". Powiedzcie, jak się szykowaliście do tego występu?- zapytała dziennikarka i podsunęła mikrofon pod nos Rossowi. 
- Treno...liśmy jak zwy...e... Weź ten mikrofon z mojej twarzy, kobieto!- wkurzył się i wyrwał jej sprzęt. 
- No więc normalnie trenowaliśmy, a co mieliśmy robić?- po udzieleniu niezbyt mądrej odpowiedzi, oddał jej mikrofon i kobieta odeszła nafoszona. Nie zwracając dłużej na nią uwagi, spojrzeliśmy na jury i stanęliśmy na swoich miejscach. Z głośników zaczęła wydobywać się muzyka. Występ nam wyszedł tak:
 Dziwne, ale Ross był bardzo delikatny. Ale i tak miałam zaciesz, gdy tak go kopnęłam, że się glebnął, hahaha! Po występie szybko pobiegliśmy się umyć i przebrać. Do auli przyszliśmy uczesani i eleganccy. Usiedliśmy z tyłu. Byłam tak śpiąca, że oczy same mi się zamykały. A była dopiero 9 rano. 
- Kotku, dobrze się czujesz?- zapytał z troską w głosie blondyn. 
- Dobrze, ale chyba mam gorączkę- mruknęłam zamykając oczy. Głowę położyłam na ramieniu Rossa. Chłopak dotknął ustami mojego czoła, żeby sprawdzić, czy mam gorączkę i przy okazji mnie pocałował ( w czoło). 
- Masz zimną głowę...- stwierdził. 
- Czyli to pewnie z .. nerwów...- wydusiłam i zemdlałam............


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hejo :D Początek tylko trochę 18+ xD ale coś jest... chcielibyście więcej, co zboczuszki? XDD Rozdział z dedykacją dla Eweliny Kuleszy i tego jej... "penisz" Hahaha :* 
Klaudia :)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Trololololo :D Wy zboczuchy jedne!!! xD Jak tam mijają wakacje? hm....?? :D Szczerze mówiąc to ten blog należy do Klaudii bo sama teraz pisze rozdziały soooooo....myślałam żeby odejść bo w sumie napisałam tak może z 2 albo 3 rozdziały....jestem do dupy wiem...btw mają być komentarzyki :) 
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ :)

wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział któryś tam... chyba 12 xD

~~Laura~~
(...) Zbliżył się do mnie i........................... przewrócił. Znaczy, potknął się o moją nogę i upadł na mnie. Fuck...
- Nie jesteś za blisko?- syknęłam. Kurde, głupia ściana, przez nią nawet cofnąć się nie mogę. UGH!
- Przecież możesz odejść, dlaczego jeszcze tego nie zrobiłaś?- zapytał podstępnie. 
- Bo mnie trzymasz przy sobie- warknęłam. 
- Ale nie zawsze cię trzymam.
- Czekaj, o czym my właściwie rozmawiamy? Bo się pogubiłam już....
- O tym, kotku, że już dawno mogłaś mnie unikać, albo uciec, bo kasy ci nie brakuje, ale nadal tu jesteś- wytłumaczył.
- Nie jestem żadnym kotem- wkurzyłam się. 
- Dobrze- powiedział i odszedł ode mnie. Ooookeeej??... Coś tu nie gra!
- Masz gorączkę? Grypę? Co ty brałeś? Wyspałeś się dzisiaj? Co ci jest kuźwa?- pytałam przerażona, a on się zaśmiał.
- Nic, zastanawiam się....- zaczął.
- Nie, lepiej nie kończ.
- .... zastanawiam się...
- Jaką pozycję najpierw wypróbować? Jak mnie zmusić do TEGO? Jak mnie uwieść?- zgadywałam.
- Nie, mogę dokończyć?- zaśmiał się.- Zastanawiałem się, czy masz lęk wysokości... ale podoba mi się twój tok myślenia.
- Uu.. Kierowałam się twoim słownikiem... a tak swoją drogą, dlaczego chcesz wiedzieć, czy mam lęk wysokości?!- zapytałam przerażona. Co on znowu wymyślił?
- Spokojnie, nie bój się, kotku. Przy mnie nic ci nie grozi...
- HaHaHa, świetny kawał, muszę to sobie zapisać.
- Skakałaś kiedyś na bungee?
- Co?! O nie, nie, nie.. przesadzasz! Zrobię co tylko chcesz, ale błagam, nie każ mi skakać na bungee!- prosiłam.
- Co tylko zechcę, hmmm...- uśmiechnął się uwodzicielsko.
- PRAWIE wszystko- uściśliłam.
- No to.. prawie cię nie zabrałem na bungee, pakuj się do wozu- rozkazał.
- Możemy negocjować...
- Wsiadaj!- uniósł się. 
- Dobra, spokojnie- powiedziałam na odwal i wyszłam przed dom. 
- Vanessa mnie poprosiła, żebym pozbył się twoich lęków- uśmiechnął się.- Czyli wiesz czego- puścił mi oczko.
- Zabiję ją, zabiję i zakopię. Albo gorzej, nie pójdę z nią na zakupy. Wredna menda... To jest ta jej zemsta za zdjęcie, tak? No, udało jej się- marudziłam zapinając pasy w aucie. 
- Nie marudź i rusz swoje siedemnastoletnie ciało po inne buty. Bo w szpilkach się nie skacze. 
- To nie są szpilki, tylko koturny.
- Oh no kit, oba na jakimś patyku. 
- Jesteś naturalnym blondynem?- zapytałam ni z gruchy, ni z pietruchy. 
- Tak, a co?
- Nic, nic. Widać- szepnęłam do siebie i poszłam zmienić buty na trampki. Hmm... może by tak się wymknąć kuchnią, albo przez okno? Nie, Vanessa mnie wyda, kurde.Dobra, raz się żyje. Pewnie później będę tego żałować, ale dobra....
- I jak nocowanko?- zapytała z chytrym uśmiechem Van, gdy przebierałam buty. 
- Spadaj.
- No raczej ty będziesz spadać- zaśmiała się. 
- Ja cię kiedyś zabiję- syknęłam i poszłam po rzeczy na tydzień. 
- Tylko weź tabletki!- krzyknęła z dołu. 
- Powaliło cię?!
- A co, wolisz ciążę? 
- Vanessa!!! Niech cię w tym namiocie komary zeżrą, kurde!- warknęłam wkurzona i na wszelki wypadek wzięłam te tabletki. Boże, jaka ja głupia...
  No to szczotka jest, pasta jest, spodnie, kurtka, bluza, KLUCZE i miś jeszcze też jest. Miśka mam po babci, dzięki niemu kiedyś uniknęłam wypadku i z nim śpię. Tak, wiem. Jestem głupia i dziecinna. Pewnie czegoś zapomniałam, jak zwykle. 
- Długo te buty przebierasz, mała- szepnął mi na ucho tym swoim głosem. Tak, to Ross. 
- Ty chyba chcesz, żebym ja zawału przez ciebie dostała!
- Nie... spakowałaś się już? Świetnie- powiedział sarkastycznie i jak spojrzał, że jeszcze kilka rzeczy mi zostało, dodał- Dobra, weź to zostaw i idziemy- pociągnął mnie i zaniósł moją torbę do siebie. Jeszcze nią rzucił, patafiol jeden. Po chwili wrócił i wsiedliśmy do auta. 
- Jakie jeszcze masz plany, żeby mnie wymęczyć?- mruknęłam patrząc przez okno. 
- A nic takiego, kotku. 
- Nie jestem kotem!
- No dobrze, mała.
- UGH!!
- No to dzisiaj- bungee, zostawimy auto Rikera w komisie, bo mnie wkurzył, wrócimy Harleyem i zajedziemy na zjazd, potem pojedziemy na karaoke i wrócimy koło 24:30, poćwiczymy zadanie, bo jutro mija termin i obejrzymy jakiś horrorek. Spać będziesz mogła tam, gdzie będziesz chciała, ale u mnie w domu, KOTKU- uśmiechnął się. 
- Jesteś psychiczny?- zapytałam przerażona, a on się zaśmiał. 
- Jestem normalny. Chcesz usłyszeć plan na jutro?
- Nie.
- Więc tak. Po szkole- popływamy sobie z rekinami, pewnie będziemy musieli uciekać przed Harleyowcem jakimś, bo znając życie coś spieprzę na tym  zjeździe, potem zrobimy sobie wycieczkę po górach, ale takich innych- tu puścił mi oczko.
- A trzeciego dnia to pewnie nie przeżyję...
- Nie, najwyżej rekin cię zje, spadniesz z góry, albo strzeli cię szlag ze mną. Spokojnie, po jutrze to będziemy u mnie siedzieć, albo robić " co innego"- mrugnął do mnie. 
- Nawet o tym nie myśl. 
- Jesteśmy na miejscu- oznajmił i wysiedliśmy. Było to jakieś urwisko z budką niedaleko i kilkoma sznureczkami cienkimi. A pod nimi rzeka ze skałkami. To miejsce dla samobójców!
- Ty chcesz mnie zabić- stwierdziłam i cofnęłam się, ale przyciągnął mnie do siebie i poszliśmy do tej budki. W środku siedział jakiś pijak. Super... Ross zapłacił i założyliśmy uprząż. Stanęliśmy nad przepaścią. 
- Ten sznureczek jest naderwany- zauważyłam.
- Nie bój się- uspokajał mnie blondyn.
- A jak to się urwie? Jak ten pedofil nas ściągnie?!
- To nie jest pedofil, tylko kumpel mojego ojca, okej?
- Okej, ale ja nie skaczę.
- Skoczysz kiedy będziesz gotowa. Ja skaczę tera..
- Nie, czekaj!- krzyknęłam, a on się zatrzymał.
- Ja nie chcę. 
- To nie skacz- powiedział spokojnie i skoczył. No super, zostałam sama. 
- Spróbuję, ale nie umiem!
- Wyobraź sobie, że na dole jest czekolada!- usłyszałam głos chłopaka z dołu.
- Jestem na diecie!
- To ten pedofil do ciebie idzie!
- To kumpel twojego taty!
- To jak chcesz!
- Nie... AAA!!!!!! Pająk!! Fuu!!!!- pisnęłam przerażona i spadłam. Nie mogłam oddychać, miałam wrażenie, że skóra odrywa mi się od reszty ciała. Boże, twarz mi się odkleja... A jak mnie podrzuciło jeszcze do góry, prawie rzygnęłam. Gdy się w końcu zatrzymałam, ten pijak zdejmował Rossa. Po chwili ja też byłam uratowana. 
- Mmmm.. ziemia...- położyłam się na trawie.
- Było aż tak źle? Ten pająk chociaż był duży?- zaśmiał się Lynch.
- Taki kątownik, ale i tak był fuuu- odpowiedziałam ze zdegustowaniem. 
- Chcesz jeszcze raz?
- Nie! Nigdy! Błagam! Ten pająk tam może być!- krzyczałam i przez chwilę chciałam się w niego wtulić, ale przypomniałam sobie, jaki on jest. 
- Spokojnie- uśmiechnął się uwodzicielsko.- Ze mną nic ci nie grozi, mówiłem. 
- No z tym uśmiechem to przegiąłeś pałę- wstałam, a on wybuchnął śmiechem. No tak, inny słownik, ale ja głupia jestem. Przy nim nie można używać takich słów jak "trójkąty,"ciągnąć, pchać, (stań) Z BOKU; 69, 34", czy coś w tym stylu. 
- Możemy iść?
- No dobra. Tylko się napiję.
Teraz kierunek komis, tak? Okej, chyba najmniej straszna rzecz, która mnie spotka dzisiaj. I tak najgorszy był ten pająk. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy.
- A co właściwie zrobił ci Riker, że oddajesz jego auto do komisu?
- Zjadł mi naleśnika rano. 
- Aha...
Resztę drogi przejechaliśmy w ciszy. Na miejscu blondyn wymienił auto na Harleya. 
- Ja na to nie wsiądę- ostrzegłam z góry. 
- To idź kilkaset kilometrów na piechotę. Zjazd możemy sobie darować- powiedział, zakładając kask. Rzucił mi drugi. 
- Ugh.. Jak to się zakłada?
- No przez tę dziurę dużą...
- Tę??
- Nie, no Laura! Nie wiesz jak się zakłada kask?!
- Wiem, żartowałam. Umm.... a dobra.
- Wsiadaj. I mocno się trzymaj, bo spadniesz. 
- Pff.. ja nie spadam- oznajmiłam dumna, ale tylko jak odpalił, to z piskiem objęłam go ramionami i uczepiłam się z całej siły. 
- Widzisz? Nawet nie ruszyłem. 
- Okej, start na 3. 1...2...- i ruszył. Zabiję go kiedyś. Brr.. zimno. Uczepiłam się go jeszcze mocniej i podążaliśmy w stronę zachodzącego słońca. W końcu dojechaliśmy do klubu karaoke. Zapisałam nas i usiadłam przy jakiś stoliku. Nie potrafiłam wybrać piosenki, więc wzięłam improwizację. ON jest w tym dobry... ( -.- ) A ja mam to gdzieś, i tak nie potrafię śpiewać. 
- Jaką piosenkę wybrałaś?- zapytał nagle, wyrywając mnie z zamyślenia. 
- Improwizkę. Za trzy minuty. To taka zemsta- warknęłam, a on się zaśmiał. 
- Już mam tekst w głowie. 
- Ty umiesz śpiewać, a ja nie!- zaprotestowałam i nagle usłyszeliśmy głos jakiegoś facia:
- Poprosimy teraz na scenę państwa Lynch!
- Nie jestem jego żoną do cholery!- krzyknęłam wkurzona i wstałam z krzesła. Aż się przewróciło, ja to hardkor jestem. 
Weszliśmy na środek niby sceny, a w głośnikach rozbrzmiała jakaś melodia. Dobra, niech on zacznie, bo ja nie umiem. No i zaczął. Wyszło nam tak:
Zeszłam zawstydzona, bo ludzie nam klaskali i wyszłam szybko. Założyłam kask i zaczekałam na Rossa. Czuję się taka.. uwięziona. Głupi zakład... Jeszcze się ciemno zrobiło. Gdy zobaczyłam go wychodzącego z budynku, zapytałam:
- Czy możemy już wracać? Bo zmęczona jestem.
- Tak wcześnie?
- Wcześnie? Jest w pół do 11- powiedziałam. 
- No wcześnie, ale niech ci będzie, wsiadaj. 
Mi się wydaję, czy on jakiś dziwnie spokojny się zrobił? A nie, dobra. Fałszywy alarm. Nawrzeszczał na ptaka, który mu narobił na kask. U niego w domu byliśmy jakieś pół godziny później. Weszłam i rozłożyłam się na kanapie. Ooo jak dobrze w końcu poleżeć. 
- Wstawaj, leniu.
- Nie...- miauknęłam. 
- A ty mówisz, że nie jesteś kotem...
- Idź spać- mruknęłam, tym razem. 
- A propos spania. Idź się umyj i masz wolne- puścił mi oczko i poszedł do siebie. Wzięłam jakąś piżamę, misia oraz szczoteczkę i poszłam się umyć. Wyszłam z miśkiem w ręce. Hmm... który pokój wybrać?.... 
- To jak śpisz?- zapytał z uśmiechem. 
- Sama- odpowiedziałam idąc w stronę ciemnego korytarza.
- Na pewno?
- Ta...- zaczęłam, ale nagle coś trzasnęło i cofnęłam się do blondyna.- Nie, wolę z tobą.
Przytuliłam swojego misia, a chłopak otworzył mi drzwi. Niechętnie weszłam do środka............

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejo :D Górski klimat chyba mi zaszkodził :D Hahahaha :D Miała totaliżng leżaling na hamażing xD Jak tam rozdział? :D
Klaudia :P

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hmm .Hej tu Wika.Jak zauważyliście już prawie wogóle nie pisze rozdziałów,.Bardzo was za to przepraszam ale nie mam weny , czasu mało . Jadę na kolonię muszę wszystko pokupać musze się spakować.Pomagam mamie w opiece nad młodszą siostrą L:) Przepraszam was bardzo.Postaram się dodać niedługo jakiś rozdział ,.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam witam i o zdrowie pytam xD Hhahahah dobra ogarnęłam się...a więc tak:
-Klaudia pisała rozdział
-Jestem leniem
-Nie mam weny i czasu
-I oglądam meczyk :3
Neymar wracaj do mnie!!!!!!! Takie tam pytanko: Kto jest waszym ulubionym piłkarzem? :D Bo moim Kevin de Bryune :*
Komentujesz=Motywujesz
Alex ;D

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 11

Oczami Laury:
- Nosz cholera jasna, gdzie ta p.......a gumka?!- wrzeszczałam do siebie, owinięta w ręcznik i wywalając rzeczy z szafy. Wszystkie, dosłownie wszystkie. Jakieś deski z tyłu, wieszaki, ubrania... kanapkę?... Jakiś drewniany mieczyk, kubek, książki... ooo, książki... zdjęcia, obrazki, pudełko podpasek, strój baletnicy,.... lalki?.. Ale ani śladu tej gumki! Nie wiedziałam, że w moim pokoju jest Ktoś (-.-) Spojrzałam na książkę na łóżku.
- Ugh... Głupi zakład...- mruknęłam i poszłam do łazienki. Nie wytrzymałam. Wróciłam się po lekturę, a później ubrałam się normalnie, czyli tak:
- Ładne ciuszki, ale przez dwa tygodnie będziesz nosiła inne, kotku- usłyszałam głos za mną, gdy wyszłam z łazienki.
- Fuck...- szepnęłam zła, powoli się odwracając.- Ty też przegrałeś! Powiedziałeś "kotek"!
- Ale ty pierwsza stchórzyłaś- zaśmiał się.
- Ugh.. nienawidzę siebie... To co planujesz jako pierwsze?- poddałam się.
- Sklep- powiedział pewny siebie Lynch.
- Sklep?
- Tak, kupimy ci kilka krótszych kiecek- uśmiechnął się. No tak, to byłoby zbyt piękne, aby było prawdziwe...
- Żartujesz sobie?
- No to chodź, idziemy- zaśmiał się i wypchnął mnie siłą z domu.
- Vanessa, pomóż mi z tym psychopatą!- poprosiłam siostrę, ale ta menda nieogolona tylko jadła popcorn. Super. Lynch przez godzinę mnie ciągał po sklepach, kupił mi dwie miniówki i jakąś dziwną sukienkę, w której się kilka razy zgubiłam. Włożyłam głowę w rękaw...
- Wiesz co? Tylko wybitnie uzdolniony człowiek, potrafi założyć to do góry nogami- stwierdził chłopak, przyglądając mi się.
- No wiem, jestem sierotą urodzoną- uśmiechnęłam się sztucznie i wróciłam do przymierzalni. A może by tak uprzykrzyć mu trochę ten pomysł? Gdy się przebrałam, mieliśmy wracać, ale postanowiłam go po wnerwiać. Podbiegłam do jakiejś bluzki i zaczęłam:
- O Bosz.. jaka sweet! Zajebista! Zobacz jaki śliczny króliczek! AAAA!!! Jakie to słodkie!!- piszczałam, a chłopak patrzył się na mnie wzrokiem typu "wtf?!"
- Awww.. zobacz jaki słodki wisiorek!- krzyknęłam i rozsiadłam się przed biżuterią.
- Ty na serio?- zapytał załamany Lynch. Boże, ja zaraz pęknę ze śmiechu!
- Kup mi, kup mi, kup mi! Proszę, proszę, proszę! Aaa! Patrz jaka zajebista sukienka!- podbiegłam na inny dział. Sprzedawczyni spojrzała się na mnie dziwnie.
- To.... ty sobie tutaj popatrz, a ja pójdę... gdziekolwiek, byle daleko stąd- oznajmił i wyszedł szybko ze sklepu. Wyjrzałam jeszcze, żeby się upewnić, że poszedł i odetchnęłam z głęboką ulgą.
- Wolność- powiedziałam zadowolona.
- Fajny chłopak- stwierdziła kobieta za ladą. On fajny?!
- "Fajny" jeśli ktoś chce w psychiatryku skończyć.Jak pani chce, to mogę was sobie przedstawić. Albo jeśli ma pani córkę siedemnastoletnią, to on pierwszy w kolejce. Ważne, żeby w końcu się ode mnie odczepił.
- Nie, dziękuję... chyba nie skorzystam...
- Jest stąd inne wyjście?- zapytałam po chwili.
- Nie, niestety nie- zaśmiała się. Fuck..
- To chociaż niech pani nie przyjmuje pieniędzy za te spódniczki- poprosiłam i pokazałam na torbę pełną ubrań.
- Dobrze, do widzenia.
- Do widzenia- odpowiedziałam i wyszłam. Lynch stał i gadał z jakąś dziewczyną. Mam szansę... Pobiegłam szybko do wyjścia, ale nie zdążyłam, bo stanął przede mną. 
- Spieszysz się gdzieś?
- Jak najdalej stąd...- mruknęłam i go wyminęłam. 
- Idziemy do mnie- krzyknął za mną. Zatrzymałam się. 
- Oh god... Why?- jęknęłam i szłam dalej.  
- Spokojnie, jeszcze tylko czternaście dni- zaśmiał się i otworzył drzwi samochodu dla mnie. Tak, podkradł Rikerowi, ale tego nie skomentuję... 
- Dzięki, wolę siedzieć z tyłu- syknęłam i skierowałam się na tyły. Kurde, zdążył zamknąć. Ugh!
- To jak, siadasz z przodu, czy wolisz maszerować godzinę?- uśmiechnął się, sami wiecie jak. 
- Nie lubię cię, wiesz?
- To się niedługo zmieni, zobaczysz- puścił mi oczko i wsiedliśmy do auta. Starałam się nie zwracać uwagi na osobę obok, ale było to trudne, bo trzymał swoją dłoń na mojej nodze. A ja musiałam się na to godzić. Żarty jakieś. Na miejscu byliśmy jakieś 15 minut później. Wysiadłam fochnięta i skierowałam się do swojego domu. Niestety, ON mnie zatrzymał i zaniósł do swojego domostwa. 
- Nienawidzę cię, wiesz?- warknęłam, gdy mnie postawił. 
- Tak, wiem- zaśmiał się.- To który pokój wybierasz?
- Słucham?
- No śpisz tutaj przez pierwszy tydzień, potem ja tydzień u ciebie, kotku- powiedział pewny siebie.
- A gdzie twoje rodzeństwo?
- Pod namiot pojechali. Nie wiem, czy Van ci mówiła, ale ona właśnie za tydzień do nich dołącza- uśmiechnął się uwodzicielsko i spojrzał na mnie tym swoim wzrokiem.
- Nie, nawet o tym nie myśl- ostrzegłam go, a on wybuchnął śmiechem. Zbliżył się do mnie i...........................

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Na początku pisałam, że miałam jechać gdzieś w lipcu, na cały miesiąc. Namówiłam rodziców na tydzień, do 10.07. bo są urodziny mojego.... kolegi....xD skomplikowane xD Ciężka sytuacja uczuciowa, tak samo jak u Alex xD 
Tęsknię za swoją klasą :'(  
Klaudia :'( 





~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 No hejka :) Miałam jechać na cały miesiąc do niemiec....ale niestety mój paszport stracił ważność...taki pech i muszę wyrobić go więc pojadę tylko na tydzień w sierpniu ale do dobrze dla was bo będą rozdziały!! :D No tak z Klaudią mamy problemy uczuciowe....nie ma to jak się zakochać tydzień przed zakończeniem roku szkolnego...masakra no ale cóż...takie życie..ok więc rozdział jest,komentarze mają być :) 
                                      Alex ;D


piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział 10

Oczami Laury:
(...) Nawet nie wiedziałam, że łeb miałam na..............k.t.p.o.k. Czyli kroczu tego palanta od kotków. Wyglądało to trochę.. khę, khę... dwuznacznie... Jeszcze twarzą przy tym... Przerażał mnie fakt, że to twardniało. A że nie wiedziałam, gdzie mam twarz, wtuliłam się w TO... Dopiero po jęknięciu, które było dość blisko mnie, zorientowałam się gdzie jestem. No i baba zaczęła się wydzierać.
- Marano!- krzyknęła oburzona nauczycielka.
- Co? Ja wcale nie śpię, nie...- mamrotałam zaspana, ale wtedy...- O fuu!! Eeee!!- jęczałam zdegustowana, a podnosząc głowę, walnęłam się jeszcze nią o ławkę.- Eheheeeee!! Fuuuu!!! Nienawidzę cię, Lynch! Żeby takie coś w szkole?!
- Możecie to robić po szkole, ale nie w klasie, przy kolegach i koleżankach...- powiedziała kobieta, a wszyscy w sali wybuchnęli śmiechem. 
- Zepsuła mi pani psychikę- oznajmiłam robiąc wielkie oczy i osuwając się powoli na ławkę. 
- Słyszałaś, kotku?- no kto to może być, co? (sarkazm)- Mamy nawet pozwolenie nauczycielki...- mruknął mi na ucho tym swoim uwodzicielskim głosem. 
- Niech go pani w izolatce zamknie- poprosiłam i schowałam ręce za plecy, żeby przypadkiem KTOŚ nie oberwał mocno w COŚ. 
- Może zaprezentujecie nam co już macie?- zaproponowała nauczycielka. 
- Pff.. ale... my tam rzucamy krzesłem... mogę okno wybić.... on może ławkę połamać...- wymyślałam. 
- A to drugie?- zapytał blondyn, patrząc na mnie tym swoim wzrokiem. 
- Ja nie umiem śpiewać, deklu jeden- odpowiedziałam fochnięta, ale kobieta kazała nam pokazać to drugie, gdzie tylko stoimy i śpiewamy. Za mikrofon posłużyło mi jakieś pióro popsute. Wzięłam z pierwszej ławki, nawet nie wiem kogo, ale kit z tym... Niechcący oblałam atramentem twarz Rossa... upss...
- Wiesz, jakiś niebieski na twarzy jesteś...- stwierdziłam, ale gdy zobaczyłam jego rozzłoszczony wzrok, myślałam, że zaraz będą mi trumnę zakopywać.
- Podobno lubisz niebieski, nie?- wycedził, świdrując mnie wzrokiem. 
- Hmm.. nieeee..- zapiszczałam, co mnie zdradziło.
- Jeśli chcesz, żebym cię pocałował, powiedz "co"- powiedział szybko i niewyraźnie.
- Co?
- Ha!- zaśmiał się i pocałował mnie przed całą klasą i nauczycielką. Dobrze, że w policzek, bo inaczej bym go zabiła normalnie. Chwila moment.... 
- Ty idioto jeden! Mam niebieski policzek!- krzyknęłam wkurzona i podbiegłam do zlewu. Klasa miała z nas niezłą bekę. Szczególnie, gdy kran oblał mnie wodą. 
- To się nie zmywa!
- Bo to atrament, kotku- szepnął tuż za mną Lynch. O nie, nie, nie.... Miał pecha, że ubrałam takie buty, bo z całej pety kopnęłam do w piszczel. Dodatkowo woda oblała go tak, że wyglądało jakby się zlał. Kosmici w klasie leżeli już czerwoni na podłodze i tarzali się ze śmiechu. 
- Mocnego masz kopa...- jęknął blondyn i złapał się za nogę. W tym właśnie momencie do klasy wszedł szkolny pedagog. Gdy tylko nas zobaczył, złapał się za głowę. 
- Co tu się stało?- zapytał przestraszony. 
- Mieli zaprezentować projekt muzyczny...- odpowiedziała załamana nauczycielka. Wtedy zadzwonił dzwonek i opuściliśmy klasę.

`````````````````````````````````````
W domu:
- Młoda, co ty taka niebieska?- zapytała rozbawiona moim widokiem Vanessa. 
- Głupie pióro, głupie lekcje, głupia baba, głupi Lynch, głupia klasa, głupi projekt, głupia szkoła, głupi atrament, głupie życie...- mamrotałam do siebie. 
- Rozumiem, że dzień jak co dzień- stwierdziła moja siostra i rozłożyła się na kanapie. 
- Weź się usuń stąd- jęknęłam i usiadłam na niej. 
- Ała, spadaj, słoniu...!
- Dlaczego to ja jestem słoniem?- marudziłam, dalej jej się wpychając. 
- Sorry, taki mamy klimat- oznajmiła i zepchnęła mnie. 
- A idź spać- machnęłam ręką. 
- A idź się umyj- rozkazała z twarzą w poduszce. Po chwili już chrapała. Dodatkowo miała na sobie jakąś różową miniówkę i stanik w ćwieki. W końcu gorąco było. Zrobiłam jej zdjęcie i wstawiłam na Facebooka. A niech dziecko będzie sławne. Poszłam wyszorować twarz. Nawet się udało, ale prawie kości policzkowe mi wyszły na wierzch... 

Następny dzień:
Dzisiaj już jest zimno, super. Szybko się umyłam i ubrałam w to:

- Dzisiaj nie mamy lekcji, kotku- mruknął Lynch. Jakim cudem on stał teraz za mną?!
- Jak tu wlazłeś, chamie?- zapytałam oschle. 

- Vanessa mnie wpuści...
- VANESSA!!- krzyknęłam wściekła i wybiegłam z pokoju. Może to trochę dziwne może być, ale jak zobaczyłam tą małpę, jak grzebała mi w telefonie, odruchowo rzuciłam jej się na plecy. 
- Oddawaj mi to, ty mendo jedna, nieogolona!- krzyczałam i szarpałam ją. 
- Nie ma mowy i złaź ze mnie, słoniu!
- Nie ma mowy i oddaj mi to, hipciu!
- Nie ma mowy i przestań mówić "Nie ma mowy"!
- Nie ma mowy! Nie ma mowy, nie ma mowy, nie ma mowy, nie ma mowy...- droczyłam się z nią. Ross spokojnie siedział se na stole i nam się przyglądał. 
- Ała, zostaw moje włosy!- darła się, aż w końcu przewróciła na plecy, czyli też na mnie.
- Auć, teraz naleśnikiem przez ciebie będę- jęknęłam wstając. 
- Było mi nie robić zdjęcia. 
- Było mnie z kanapy nie spychać.
- Ugh!
- Ugh!
I tak właśnie się skończył ten nasz długoletni spór. Koniec bajki.... Chyba się za mocno w łeb walnęłam...
- No, jeszcze trochę i powalisz boksera- pochwalił mnie Lynch. 
- A idź ty się przejść- mruknęłam i poszłam gdzieś w dom. Po chwili wróciłam, bo mi się znudziło. 
- A ty nadal tutaj?- zapytałam się, nawet na niego nie patrząc. 
- Wiesz jakie szef gangu ma trudne życie? Muszę aż leżeć i nic nie robić cały dzień- odpowiedział i rozłożył się na kanapie. Tak jak Vanessa wczoraj. 
- Ty masz trudne życie? To może się zamienimy? Chociaż nie, bo i tak nie dasz rady...- tak, wiem. Kuszę los. 
- Założymy się? Ty będziesz Bad Girl przez tydzień i będziesz "szefową" mojego gangu- wymyślił, podchodząc do mnie. 
- Jeszcze mi powiedz, że mam być taka zboczona, jak ty. 
- Po prostu mnie zastąpisz. Teraz mi powiedz, co ja mam zrobić- powiedział i uśmiechnął się jak chochlik jakiś.
- Ty zastąpisz mnie. Masz być grzeczny, zero buntu, imprez, tych twoich myśli innych, po prostu zwykły, grzeczny chłopczyk. I koniec z czarnymi ciuchami i słowem "kotek"- gdy to wypowiedziałam, na chwilę zamarł, ale potem się opanował. 
- Zgoda. Jeśli ty przegrasz, będziesz robić co ci każę, przez dwa tygodnie.
- A jeśli ty przegrasz, dasz spokój na dwa tygodnie
- Zgoda- syknął i uścisnęliśmy sobie ręce. Vanessa jest świadkiem. 
- No dobra..... to co mam robić, ko... Laura?- zapytał i ugryzł się w język. 
- Może do biblioteki pójdziesz, na lody, do parku, albo idź poczytaj, przebierz się w normalne, kolorowe, ubrania... a co ja mam robić?
- Książki? Serio? Ostatnia rzecz, jaką czytałem, to program telewizyjny.... No możesz iść na motorze pojeździć, wkurzać ludzi, pomalować się, przebrać, z gangiem coś zrób... i nie czytaj książek, bo przegrasz- zaśmiał się. 
- Nie podrywaj lasek, bo przegrasz- odgryzłam mu się i poszłam do swojego pokoju. Mam być zła, tak? Ugh.. no dobra... Na dnie szafy znalazłam jakieś ubrania w stylu rockowym/pun. Przebrałam się w to: 

Pewnie zastanawiacie się, skąd ja takie coś mam szafie. Otóż mama mi przysyła. Pewnie zapomniała ile mam lat, ale kit. Jeszcze makijaż, tak? Ugh... no dobra... Pomalowałam się tak: 
Spojrzałam w lustro i doznałam szoku. Nie, to nie ja... I tak mam tydzień wytrzymać? O jprdl... 
- Laura! Chodź na chwilę!- zawołała mnie Vanessa z dołu. Zeszłam, a ona rzuciła mi paczkę. 
- Twoja książka przyszła. Ta, na którą tak długo czekałaś. Twoja ulubiona...
- Nie uda ci się... Kurde, ile ja bym dała, żeby przeczytać chociaż jedną stronę- wycedziłam i poszłam do siebie. Nie wytrzymałam i zaczęłam czytać. W tej właśnie pozycji zasnęłam.

Następny dzień
~~Ross~~
Musiałem być miły dla Rikera, Rocky'ego i dla sprzedawczyni w sklepie. Ugh! Jeszcze ta staruszka przede mną. Miałem ochotę ją odepchnąć i zapłacić za ten pieprzony chleb! Jeszcze te ciuszki od Ratliffa pożyczone... Przecież tak żyć się nie da! Włosy uczesane i kultura. Jeszcze czego. Postanowiłem sprawdzić, czy ko.. Laura wywiązuje się z zakładu. Vanessa mi otworzyła i poszedłem na górę. Chciałem wejść po cichu i przytulić ją od tyłu, ale kurwa nie mogłem! Wszedłem do środka i już wiedziałem, że wygrałem swojego kotka na całe dwa tygodnie...........

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No brawo, brawo. Zgadli co po niektórzy moją "zagadkę" -.- Alex na razie się zawiesiła w pisaniu, bo wyjeżdża na miesiąc. Więc ja i Wiki chwilowo będziemy pisać rozdziały. Nie wiem tylko ja będzie w lipcu, od 2- 27 bo ja wtedy też wyjeżdżam, ale w góry xD. To jak tam się rozdział podobał? 
Klaudia, która chce już wakacji -.-
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 
Hej tu Wika , ja nie pisałam tego rozdziału. Nie mam, ani weny, ani za bardzo czasu. Obiecuję, że się poprawię ;) Wiksa
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 
Witam fanów Raury :D Tak jak moja Klaudia napisała zawieszam się w blogu gdyż,iż,ponieważ wyjeżdżam na cały miesiąc do Niemiec :3 Także będzie malutki problem z pisaniem rozdziałów......ale nie martwcie się wasza Alex postara się coś na bazgrolić :D
Alex ;D

środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 9

~~Laura~~
Odwróciłam się, żeby zdzielić Lyncha ( myślałam, że to on mnie obejmuje), ale pomyliłam się. Wstałam szybko z obrzydzeniem, bo okazało się, że to był ten menel śmierdzący szczochami!
- WON MI Z DOMU, TY PEDOFILU JEDEN!!!- wydarłam się i zaczęłam go okładać poduszką. Aż do pokoju wszedł zaspany Ross.
- Co ty odwalasz o pierwszej w nocy?...
- Menel mnie przytulił. WON, ŚMIERDZIELU JEDEN!- krzyknęłam znowu do faceta. Miał rozwalony nos. 
- To się robi tak...- ziewnął blondyn i nawet nie patrząc, wywalił go przez otwarte okno. A potem co? Wpadł na mnie i opadliśmy na moje łóżko. On leżał na mnie, a ja miałam rozszerzone nogi. To wyglądało nie powiem jak, bo nie chcę już przeklinać...
- O, widzisz kotku?- nagle się ożywił.- Nawet przeznaczenie chciało, żebyśmy wylądowali razem w łóżku...- mruknął mi do ucha, przygryzając jego płatek. Przeszedł mnie zimny dreszcz. Boziu, jak ja nienawidzę tego typa. Ugh, już ja mu dam wkładać mi łapy pod bluzkę!
- Kurde, zostaw mnie- powiedziałam stanowczo i wydostałam się z jego uścisku. 
- Rano dokończymy....- ziewnął i zasnął na moim łóżku. Nie no, serio? Potykając się w ciemnościach, poszłam do pokoju Vanessy i tam zasnęłam.

Następny dzień
~~Van~~
Ałaaaaa, moja głowaa... Co my w ogóle robiliśmy, ile wypiliśmy? Rydel mi powiedziała, że PODOBNO się walnęłam widelcem w łeb, dlatego mam takie cztery kropki na czole... A to i tak dobrze, bo Ratliff już śpi i Rocky go niesie, on ma gacie na głowie, między Delly a Ratliffem wydarzyło się coś ( poszli SAMI do ciemnego pomieszczenia....), a Riker ledwo idzie, niosąc mnie na ramionach. Wróciliśmy do swoich domów i zasnęliśmy. 

~~Laura~~
Po powrocie Vanessy, zorientowałam się, że Lynch wyszedł i dlatego tak cicho jest. Chyba gdzieś z tym swoim gangiem, czy coś. Miałam bardzo nudny dzień. Cały czas słuchałam marudzenia Vanessy, że łeb ją boli, i PRÓBOWAŁAM uczyć się do jutrzejszego testu z matmy. Z racji tego, że nic mi nie wchodziło do tej mojej pustej mózgownicy, poszłam na miasto. Wyciągnęłam jeszcze Rydel z domu i zaczęłyśmy gadać i w ogóle...
- Przyznaj, podoba ci się Ratliff- szturchnęłam ją w ramię. 
- Cooo?- zapiszczała.- Okej, tylko nie mów Rikerowi, bo go zabije...
- Okej.
- A ty?,Od kiedy jesteś z Rossem?- kiedy usłyszałam to pytanie, wyplułam wodę z ust. 
- Khyem, khyem... Że co?- zapytałam poirytowana dławiąc się napojem. 
- No widać jak na siebie patrzycie...
- Tak, on jakby chciał mnie rozebrać wzrokiem, a ja go morduję patrząc na niego. Rzeczywiście pięknie na siebie patrzymy- stwierdziłam z miną typu " -.- ".
- Wiesz... ty jesteś pierwszą dziewczyną, o którą ON tak długo walczy. Zwykłe laski to od razu lecą z nim do łóżka, a na drugi dzień już zero kontaktu. Chyba mu się podobasz...- uśmiechnęła się Delly. Lubię ją, ale czasem się zastanawiam, czy długo się siedzi za zabójstwo... 
- Nie lubię cię, wiesz?
- Wiem, ale Ross lubi ciebie! Ross lubi Laurę, Ross lubi Laurę!- zaczęła się wydzierać na cały głos. 
- Rydel kocha Ratliffa! Ratliff kocha Rydel! Riker, mam newsa!!!- krzyknęłam, bo go zobaczyłam.
- Nie, Laura, nie! Błagam!- zaczęła prosić blondynka, ale ja uparcie szłam do chłopaka.
- Co jest?- spytał zdziwiony Riker. 
- No, bo wiesz... Delly chciała ci powiedzieć....- spojrzałam na nią. W oczach miała panikę.- ..... że Vanessa obkleja szafę twoimi zdjęciami- wymyśliłam, a ona odetchnęła z ulgą.
- Fajnie, idę spać..- mruknął i położył się na najbliższej ławce. Wróciłyśmy do swoich domów. 

Następny dzień:
Dzisiaj mamy pokazać babie od muzyki co już mamy. Będę rzucać Lynchem i krzesłem, jej!! Mam zaciesz. Ale gorsze jest to, że on jest ZA blisko mnie w tej piosence. Ubrałam się tak: 
Wyszłam spóźniona, ale zdążyłam na lekcje. 
~~~~~~~~~~~~~~~
- Ocena z tego projektu, będzie oceną semestralną, bez względu na to, jakie będą inne- mówiła nauczycielka, a ja powoli zsuwałam się z krzesła. Zmęczona byłam.- Osoby, które zrobią projekt najlepiej, będą zwolnione z pisania testów do końca semestru, ale....- dalej już nie słuchałam, głowa spadła mi na coś miękkiego i zasnęłam. Nawet nie wiedziałam, że łeb miałam na..............k.t.p.o.k.
```````````````````
HAHAHAHA, teraz zgadujcie gdzie leżała jej głowa :D 
Wiemy, że dawno rozdziału nie dodawałyśmy, ale żadna z nas nie miała pomysłu i wszystkie byłyśmy chore na BRAK WENY '-' 
Ani Alex, ani Wiki nie wiedzą gdzie ta głowa leży (jak to zabrzmiało o.O )
Klaudia :)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 Hahahahaha Klaudia po Tobie można się wszystkiego spodziewać xD I chyba domyślam się gdzie jej głowa jest xD Ok więc tak jak Klaudia mówiła jesteśmy ciężko chore, ale moim powodem jest również poprawa ocen ;c Mam już serdecznie dość szkoły!! Wakacje, przybywajcie!!!
Alex ;D

piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział 8

~~Lau~~
Pod koniec wyszliśmy do ogrodu, żeby rzucić krzesłem. Upss....Ross dostał w łeb. Hahahahah i dobrze mu tak!! A ja zaczęłam się śmiać, aż nie mogłam złapać oddechu.
- Tak cię to śmieszy? zapytał lekko wkurzony.
- Hahahahaha....tak!- nie mogłam się przestać śmiać.
- Tak? Masz 10 sekund do ucieczki- dalej tak stałam i się śmiałam,ponieważ myślałam, że nie mówi poważnie, jednak zaczęłam uciekać, gdy odliczał.
- Hahahahaha precz!!!!
- Trzeba było się nie śmiać, kotku- po chwili Ross złapał mnie i rzucił na kanapę, po czym zawisł nade mną.
- Hahaha, ała, zejdź ze mnie- zaśmiałam się. Tak, zaraz mnie przeleci kurde, a ja się chichram.
- Ha-ha-ha, nie.
- No zejdź, kuźwa.
- Już ci nie jest do śmiechu?- nabijał się ze mnie i  zbliżył. O nie, nie, nie... Zapodałam mu kopniaka i spadł z kanapy, a ja znowu zaczęłam się śmiać.
- To tak dzisiaj wyglądają ćwiczenia do szkoły, tak?- zapytała Vanessa wchodząc do domu.
- Co chciałaś?- zapytał opryskliwie Ross.
- Spokojnie, menelu jeden. Wróciłam po torebkę. Możecie się znowu bawić...- puściła mi oczko i wyszła.
- Dupa mnie boli przez ciebie- narzekał blondyn.
- Było na mnie nie wchodzić. Nie moja wina, że nawet krzesło cię nie lubi...
- To ty nim rzuciłaś.
- Dobra, co robimy?- zapytałam, chociaż wiedziałam co on by chciał.
- Co powiesz na film?...- szepnął podchodząc do mnie.
- Nie, nudne.
- Wesołe miasteczko?
- O tej porze?
- Nie o takie "wesołe miasteczko" mi chodziło, kotku- mruknął mi do ucha uwodzicielsko.
- Nie, nie, nie, nie i nie! Nie licz na to, koleś- zaprotestowałam.
- Jest jeszcze jedni rozwiązanie...- przejechał mi palcem po żuchwie. Strzepnęłam jego rękę.
- Ugh!! To jaki film?- zapytałam wkurzona.
- "Sinister"
- Sini co?- nie zrozumiałam.
- Taki horror. Jakby co, to się przytulisz do mnie, kotku- mrugnął. O matko, jakie on ma niesamowite..... zdolności do wywoływania u mnie pawia...
- Jeszcze czego! Włączaj ten drętwy horrorek i zobaczymy, kto pierwszy będzie wrzeszczeć- powiedziałam, a on to włączył. Początkowo przysypiałam, ale z każdą sekundą mój strach rósł. Strach i poddenerwowanie, bo ten PALANT OD KOTKÓW mnie po udzie macał!
   W pewnym momencie blondyn poszedł do łazienki. Oglądałam sobie film i nagle zgasło światło. Dobrze, że "seans" leci z neta, bo prąd chyba wysiadł. Usłyszałam przeklinanie Rossa. Tak, brak prądu. Wpatrywałam się w ekran, i akurat był moment jak ta morda się odwraca na pauzie, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. O matko, o matko, to psychol! Jakiś pedofil! Ale gorszego mam w domu... Kolejne pukanie. Nie, nie zatrzymam tego czegoś, bo jeszcze też obraz ożyje. O fuck, przez okno patrzył jakiś dziad stary. A teraz majstruje przy zamku. O nie, nie, nie, nie! Zaraz zwariuję, on otwiera drzwi...
    Szybko pobiegłam do Rossa ( nie poznaję siebie o.O). Wpadłam do niego do łazienki i schowałam mu się za plecami.
- Co ci odbiło?- zapytał rozbawiony.
- Ciiiii- uciszyłam go.- Jakiś menel wszedł do domu.
- Jaki tam menel...- zakpił i wyszedł z godnością. Po chwili wrócił.
- Co za facet śpi na stole?- spytał.
- Co?! Ja tam telefon zostawiłam! Ohhh nosz ja mu zaraz dam!- wkurzyłam się i wkroczyłam pewnym krokiem do pokoju.
- Wstawaj dziadzie jeden! Już ja ci dam! Spać obok mojego telefonu! Won mi z domu, ty małpo nieogolona! Zabieraj swoją tutkę i sio!- krzyczałam i waliłam w niego poduszką. Lynch się ze mnie śmiał.
- Spooookooojnieee, maaałaa- mruczał upity.
- Ugh! Mała, to jest twoja pała, a ja jestem niska! Idź! Paszął won! Już! Już ja ci dam! Powyrywam ci te resztki włosów, co na głowie masz!
- Uuuuuuuuu... juuuużż, jjjuuu-uużż, kkkiiiciia..- wydusił.
- KOLEJNY PALANT OD KOTKÓW!! MÓWIŁAM WON, BO CI BOGI Z DUPY POWYRYWAM!! WÓDKĘ CI ZABIORĘ!! PO GLINY ZADZWONIĘ!! WY-NO-CHA. MI. Z. DO-MU!!!!!- wrzasnęłam i kopnęłam go w jaja. Lynch dalej się chichrał.Pijak zaczął do mnie podchodzić, tak się zamachnęłam, żeby go zdzielić raz, a porządnie, że dziad miał szczęście, że Ross mnie sobie przerzucił przez ramię i wyniósł z salonu. Zamknął mnie w moim pokoju i powiedział:
- Ja się nim zajmę, kotku.
- Ugh! Jeszcze raz tak do mnie powiesz, a oczy ci wydrapię...- wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
- Tak, też cię lubię, KOTKU- mruknął, puścił mi oczko i wyszedł. Po chwili wrócił.
- Już poszedł. Wystarczyło grzecznie poprosić, kotku.
- Zdzieliłeś go w łeb, nie?
- Tsa.....
- A wiesz, że używanie przemocy jest złe?
- A ty sama zapodałaś mu kopniaka i nie tylko!
- Ale ja to co innego- zaprotestowałam.
- Śpiąca jesteś- stwierdził patrząc na mnie.
- Nienawidzę ci przyznawać racji- syknęłam i podeszłam do szafki po piżamę.Schyliłam się, co było bardzo złym pomysłem. Ross podszedł do mnie, jakby to powiedzieć.. od tyłu i przytulił.
- Kurde, zdzielić cię?!- wkurzyłam się i poszłam do łazienki. Tam wzięłam prysznic, umyłam zęby i włosy i przebrałam się w piżamę. Rozpuściłam wilgotne włosy i spojrzałam w lustro. Jejciu, wyglądam jak czarownica, albo gorzej...  heavymetalowiec! Jednym ruchem odgarnęłam sobie kłaki z twarzy i wyszłam, nawet nie zerkając na chłopaka, który spokojnie siedział sobie PRZY MOIM LAPTOPIE!
- Oddawaj to!- krzyknęłam i wyrwałam mu sprzęt.
- Eeeee- mruknął i uwalił się na MOJE łóżko.
- O nie, nie, nie, nie, nie, kochasiu jeden. Ty śpisz w pokoju Van- oznajmiłam.
- Co, nie podobała ci się noc ze mną?- zapytał Z. Tym. Uśmieszkiem. Od. Którego. Dostaję. Szału!
- Nie, nie podobała się, deklu jeden.
- Spokojnie, kotku. Czemu od razu dekiel?
- Bo cię nie lubię?
- Nie, ty mnie kochasz, tylko jeszcze tego nie wiesz...- mruknął i puszczając mi oczko wyszedł. No ten to ma tupet! Takie coś mi wmawiać?! Jeszcze czego! Ja z nim?! Pffff! Żarty jakieś! Nawet nie w snach! "Dobra Lau, spokojnie, spokojnie, ogarnij się. Tylko nocuje u ciebie jakiś babiarz. Teraz połóż się spać i zapomnij o nim."~podpowiadał mi rozum. Tak też zrobiłam. Obudziłam się jakoś w nocy. Poczułam coś, czego poczuć nie chciałam. Ktoś mnie przytulił, a był to..............


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nawet jakbyście chcieli, to nie zgadniecie kto to xD Nawet Alex, ani Wiki tego nie wiedzą... buaahahah!! Zła ja... Mała podpowiedź- to nie jest ten pan, o którym teraz myślicie, że piszę, że myślicie. Znowu chyba coś brałam, bo takie głupoty piszę.... Alex Wam nabazgroli kiedy next. Alexandro z fasolkami, oddaję ci pałeczkę xD 
Klaudia ☻☺♥♥
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ja Ci dam Aleksandrę z fasolkami!! xD Co do rozdziału to piszę już 2 albo 3 książkę xD Kto chce?? xD Hahahaha ok ok Alex ogar :D Dobra więc tak rozdział napisała w większości Klaudia :D Next może w sobotę lub w niedzielę :D Także no ten  teges wszystko wiecie ;D
Alex ;D